Widzisz posty wyszukane dla frazy: Lokale Wynajem Warszawa





Temat: Suwałki nie mają szans na awans !
Cchyba że nastąpi powrót do roku 74, wszystko byłoby ok, gdyby białystok nie
zabierał tak dużo kasy dla siebie kosztem suwałk, np. jest coś takiego jak EFS,
Europejski Fundusz Społeczny, bezzwtrona dotacja z UE 11,5 tys. złotych na
założenie własnej firmy dla bezrobotnych, wystarczy złożyć dobrze wypełniony
wniosek w Urzędzie Pracy, napisać tam trochę trzeba jaką firmę chce się założyć,
jakie będą szanse a jakie trudności w jej działalności, jakie minusy, jakie
plusy na tle rynku, zagrożenia itd. Drugi warunek to trzeba być zarejestrowanym
jako bezrobotny, ale można się zarejestrować tuż przed złożeniem wniosku i zdaje
sie że trzeba mieć ukonczone 25 lat. Wszystko ladnie i pięknie, ale Suwałki mogą
dac dotację tylko 20 osobom w ramach jednego naboru, ktory zwykle jest co
kilkanaście miesięcy jednak, trzeba długo czekac na następny. Dzwoniłem do UP
Białegostoku dowiedzieć się, czy u nich też są limity na otrzymanie pieniędzy.
Otóż tam nie ma ściśle określonych limitów, ale pula pieniędzy też jest
ograniczona, ale dużo większa niż u nas, wielokrotnie. Pierwszeństwo przy
rozpatrywaniu wniosków mają białostoczonie, jak powiedziała mi kobieta z UP,
więc możliwe, że suwalczanin może nie dostać dotacji. Pojechałem więc do
warszawy żeby złożyć wniosek. Wniosek trzeba złożyć w miejscu zameldowania, ale
osoba bez meldunku może rejestrować się jako bezrobotna w całym kraju.
Wymeldowałem się więc z suwałk, zarejestrowałem w UP w warszawie na ul. ciołka
na bemowie i złożyłem wniosek z EFS. Teraz czekam na kasę, bo jak mówili ludzie
ze stołecznego UP pieniądze są dla ludzi z całej polski, nie tylko warszawy, nie
ma żadnych limitów, jedyny warunek otrzymania 11,5 tys zł to poprawnie
wypełniony wniosek.

Kruczków jest trochę, trzeba np. wiedzieć jak rozpisać wydatki w tym formularzu,
że 60 % musi iść na środki trwałe, czyli np. komputer, maszyna do kawy, meble,
natomiast 40 % na zakup towaru i reklamę. Pieniędzy z dotacji nie można jednak
przeznaczać na czynsz za wynajem lokalu, ani robić za nie remontów i innych
upiększeń sklepu czy biura.

Udogodnienia są takie, że przez pierwsze dwa lata płaci się tylko 250 zł zusu, a
nie jak wszyscy 750zł.
Trudności- firma musi się itrzymać 1 rok na rynku.

JEst też drugi fyndusz, Fundusz Pracy który również przyznają luydzie z Urzędu
Pracy, jednak z założenia jest on konkursowy i nawet dobrze wypełnione wnioski
nie przechodzą, jeśli wydzadzą sie słabe komisji, czyli pomysły na dany biznes,
słabo umotywowane cele biznesu.

Nie zmienia to jednak faktu, że na tle białegostoku suwałki są poszkodowane.
Może winne są same sobie, zwłaszcza winę ponoszą ludzie z samego UP w suwałkach,
na stronie internetowej UP i w budynku nie ma nigdzie słowa napisanego, że
istnieje coś takiego jak fundusz pracy, który daje za darmo pieniądze
bezrobotnym na założenie własnej firmy. Na stronie internetowej jest tylko mowa
o EFS, o którym mało kto wie powszechnie, to raz, a dwa, że pieniądze z EFS
można dostac w suwałkach tylko i wyłącznie biorąc wcześniej udział w miesięcznym
kursie na temat zakłądania własnej firmy. Niby rzecz nie skomplkowana, ale kasę
z UE lepiej wydac na kursy zdaniem suewalskiego UP niż dac ją ludziom.





Temat: Premier mianuje wiceministrów Leppera
Sfinansowaliśmy 150 tysięcy ulotek Mielniczuka!?
"Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa niegospodarności przez byłego szefa
Agencji Mirosława Mielniczuka, złożył jej obecny prezes Aleksander Bentkowski.
Miała ona polegać na kupnie takich właśnie 150 tysięcy ulotek, na których
widniały zdjęcia samego Mielniczuka wraz z ówczesnym ministrem rolnictwa i
marszałkiem Sejmu. Co ciekawe cała trójka niedługo potem kandydowała do
parlamentu. Prokuratura umorzyła jednak śledztwo wobec stwierdzenia sądu, że
wydrukowanie tych ulotek nie było przestępstwem.

Jednak wobec Mielniczuka cały czas toczy się jeszcze jedno postępowanie.
Prokuratura zarzuca mu, że podpisał dwie niekorzystne dla Agencji umowy:
pierwszą na budowę, a drugą na obsługę systemu IACS. Jest bardzo dużo świadków
do przesłuchania i trudno powiedzieć kiedy to postępowanie się zakończy –
informuje Maciej Kujawski z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Ale na pewno nie
wcześniej niż za pół roku.

Prokuratorzy oprócz przesłuchania ponad 40 świadków muszą przeczytać setki
stron polskich i unijnych dokumentów dotyczących IACS-u, a to jak mówią do
najprostszych rzeczy nie należy. Sam oskarżony jest jednak pewien, że i ta
sprawa zakończy się dla niego pozytywnie. Czy były szef Agencji po raz drugi
zostanie uniewinniony? Tego nie wiadomo. Ale wiadomo, że Najwyższa Izba
Kontroli nie zostawiła suchej nitki na podpisywanych przez niego kontraktach
dotyczących IACS-u.
www.ppr.pl/artykul.php?id=36048
A. Bentkowski przed Komisją Senatu:
"Jestem prawnikiem z dużym doświadczeniem i uczestniczyłem w wielu procesach,
ale tak misternie przygotowanego przekrętu jak tutaj w życiu nie widziałem"

"Proszę państwa, ta część nieinformatyczna, którą agencja wzięła na siebie,
miała kosztować 30 milionów euro. Te pieniądze miał wziąć Hewlett Packard, a
przez niego spółka córka, też całkowicie prywatna, stworzona z byłych
pracowników agencji, szefów byłych pracowników agencji. Mieli oni dostać bez
mała 30 milionów euro za samą pracę koncepcyjną, a nie za jakiekolwiek produkty
materialne. Za koncepcję zakupu samochodów policzyli sobie 600 tysięcy zł, za
koncepcję szkolenia rolników - 2 miliony euro, za koncepcję przeszkolenia
pięciuset pracowników blisko 3 miliony euro. Kilkaset czy kilka milionów
złotych policzyli sobie za wynajem lokali, i to bez ceny, tam się nic nie
mówiło, za jaką cenę firma miała wynająć lokale i natychmiast przekazać je
agencji do użytku. Za zatrudnienie sześciu tysięcy pracowników i przekazanie
ich agencji... Pan minister Balazs mówi: to byłoby apolityczne. No tak, byłoby
apolityczne. A to, że agencją miał kierować pan Delekta, najbliższy
współpracownik pana Mielniczuka, to już jest drobny szczegół, na który nikt nie
zwraca uwagi. Ale agencja miałaby zatrudnić sześć tysięcy pracowników i
przekazać ich natychmiast do agencji. To wszystko miało kosztować 30 milionów
euro.

Proszę państwa, koncepcja jest nie do wycenienia. Dlaczego koncepcja zakupu
samochodów ma kosztować 600 tysięcy, a nie, na przykład, 1 milion 600 tysięcy?
Tam wewnątrz już nikt ich nie rozlicza, oni by się rozliczali z Hewlett
Packard, który miał dostać 30 milionów, a z nimi miał się rozliczać według
własnego uznania. Przeciąłem to, przejąłem na siebie, i trudno się dziwić, że
raz po raz jestem z tamtej strony atakowany. Taka jest rzeczywistość, tu nie ma
co ukrywać, komuś zabrano 30 milionów euro, które miał już na stole.

Jestem prawnikiem z dużym doświadczeniem i uczestniczyłem w wielu procesach,
ale tak misternie przygotowanego przekrętu jak tutaj w życiu nie widziałem.
Prokuratura to bada, ale to jest zupełnie bez sensu, szkoda na to czasu.
Wszystko jest tak elegancko przygotowane, że nie ma mowy, żeby ktokolwiek za to
odpowiadał."
www.senat.gov.pl/k5/KOM/krol/2002/048rrw.htm






Temat: w Słupsku nic nie ma!
> To normalne, że każdy jest przywiązany do swojego miasta. Na 5 osób zapytanych
> przeze mnie co sądzą o Gdańsku, 3 odpowiedziały, że za nic nie chciałyby tam
> mieszkać. Problemem jest ogromne natężenie ruchu, życie w ciągłym biegu,
> wszędzie daleko, upierdliwi urzędnicy itp.

Święte słowa -dlatego właśnie uciekłem z Krakowa najpierw do Częstochowy a potem do Słupska i to była najlepsza rzecz jaka zrobiłem w życiu !!!

> To normalne, że każdy jest przywiązany do swojego miasta. Na 5 osób zapytanych
> przeze mnie co sądzą o Gdańsku, 3 odpowiedziały, że za nic nie chciałyby tam
> mieszkać. Problemem jest ogromne natężenie ruchu, życie w ciągłym biegu,
> wszędzie daleko, upierdliwi urzędnicy itp.
>
> Różnica między Słupskiem a Gdańskiem jest m.in. taka, że S. jest miastem
> smutnym. Nie inwestuje w młodych ludzi, dlatego to miasto się starzeje. To samo
> dotyczy Ustki. Jak młodzi ludzie mają się tam osiedlać, jeżeli mieszkania chodz
> ą
> już nawet po 200 - 300 tys. (ceny mieszkań tylko o ok. 10 - 20 tys. tańsze od
> mieszkań na osiedlach gdańskich) a cena za 1m2 działki budowlanej to koszt 100
> -
> 140 zł.

Moim zdanie w Słupsku inwestuje się w młodych ludzi tak samo w innych podobnych miastach.
Odpowiedz mi proszę kto ma w tych ludzi inwestowac !?
Miasto nie ma ani na ten cel środków ani możliwości prawnych.
Młodzi ludzie uciekają ze Słupska z kilku powodów-pierwszy jest powszechny w całym kraju i dotyczy większości miast średnich i małych gdzie wielki kapitał niezbyt chetnie stawia swoje fabryki.
Z takich miast młodzi uciekają tam gdzie jest lepiej płatna praca bo nie oszukujmy się młody człowiek nie utrzyma rodziny za 800 zł które płaci mu miejscowy przedsiębiorca-a więc pryskają do Gdańska ,Warszawy czy nawet do Londynu.Zapewniam cię jednak ze to nie jest problem tylko Słupska ale całego kraju ,być może w wielkich miastach nie jest tak widoczny jak u nas.
Następna przyczyna to brak dużej uczelni -sama PAP nie jest w stanie zatrzymac ,albo ściągnąć tutaj dużej ilości młodych ludzi bo nie wszyscy chcą zostać nauczycielami .Tak więc młodzierz jedzie do Szczecina ,Gdańska ...etc i często już nie wraca.

Co do mieszkań to masz rację że ceny są powalające ,ale to też dotyczy nie tylko Słupska -pisałem o tym bo akurat jestem trochę w temacie.
Metr kwadratowy w nowym budownictwie w Słupsku jest to dzisiaj ok 2200 zł w Ustce trochę więcej bo ceny podbijają ci którzy lokują pieniądze w lokalach nad morzem.
Dla porónania w Krakowie mój znajomy właśnie kupił mieszkanie w nowym bloku budowanym przez dewelopera i to nie w centrum a raczej na peryferiach miasta (kierunek na Balice) i zapłacił za m2 wcale nie jakichś luksusów prawie 4 tysiące zł.Ceny w stolicy to jeszcze jakiś tysiąc wiecej na metrze,a w trójmieście sądzę że ceny są na podobnym poziomie jak w Krakowie.
Więc parafrazując twoje pytanie -jak młodzi ludzie mają się tam osiedlać ???

Co do całej reszty zgadzam się -wejściówki mogłby być tańsze ,przydałoby się więcej klubów ,kawiarni ....ale to już mogą zrobić tylko prywatni przedsiebiorcy -jak oczywiście im się to bedzie opłaciło.
Ceny wynajmu lokali faktycznie padły na głowę (boks na Manhatanie ponoć nawet 4 tysiące miesięcznia -tak słyszałem) ale dokąd są chętni to ci którzy z tego żyją dyktują ceny i nic na to nie poradzimy.
Zgadzam się że hipermarkety wymuszają spadek cen-wystarczy przejechać się do Koszalina aby stwierdzić ze tam wszystko jest droższe nawet 15-20% bo włąśnie brak konkurencji.
Auchana nie bedzie ale bedzie E.Leclerc i Geant (lub coś w jego miejsce bo ta firma wyprowadza się z Polski-mówi się o Carrefour lub Tesco) -w takim mieście jak Słupsk to już bardzo dużo i dzięki temu ceny możemy mieć na odpowiednim poziomi.

Pozdr.



Temat: W kierunku zmniejszania nękania Właścicieli ???
W kierunku zmniejszania nękania Właścicieli ???
Prawo Będzie komercyjny najem mieszkań

Renata Krupa-Dąbrowska 05-02-2009, ostatnia aktualizacja 05-02-2009
07:15

Właściciele boją się wynajmować mieszkania, bo trudno pozbyć się
niesolidnego najemcy. Chce im pomóc Ministerstwo Infrastruktury,
ustanawiając dla nich odrębne przepisy.

autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
+zobacz więcej– Pracujemy nad uproszczeniem zasady najmu mieszkań,
nie wszystkich jednak, lecz tylko tych wynajmowanych na wolnym
rynku – wyjaśnił Piotr Styczeń, wiceminister Infrastruktury. Chcemy,
by do tych lokali miały zastosowanie tylko przepisy kodeksu
cywilnego. Oznacza to, że łatwiej będzie można wypowiedzieć umowę, a
najemcy nie będą tak mocno chronieni przed eksmisją jak obecnie. To
także ukłon w kierunku inwestorów oraz deweloperów, którzy ze
względu na kryzys finansowy mają obecnie duże problemy ze sprzedażą
nowo wybudowanych mieszkań.

Koniec nadmiernej ochrony

W tej chwili do najmu większości mieszkań stosuje się ustawę o
ochronie praw lokatorów (dalej: ustawa). Przepisy nie czynią
rozróżnienia, czy chodzi o najem setek tysięcy lokali komunalnych,
spółdzielczych czy pojedynczych prywatnych. Wyjątkiem jest m.in.
najem okazjonalny, dotyczący mieszkań, z których właściciele
przejściowo nie korzystają (ale tylko jednego). W tym wypadku
stosuje się tylko niektóre przepisy ustawy.

– Ustawa nadmiernie zabezpiecza najemców – wyjaśnił Janusz Schmidt,
wiceprezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości. Z tego powodu
kwitnie szara strefa. Ludzie boją się, że będą tylko właścicielami
na papierze i nie będą mogli korzystać ze swojego lokalu. Chodzi o
to, że trudno jest się pozbyć lokatora, który nie chce się
wyprowadzić, a jest uciążliwy lub nie płaci.

– Ustawa mówi, że wynajmujący może wypowiedzieć umowę najemcy
(dłużnikowi) dopiero, gdy zalega z czynszem za co najmniej trzy
pełne okresy płatności (najczęściej miesiące) – wyjaśnia adw. Rafał
Dębowski. Najpierw jednak musi uprzedzić go na piśmie o swoim
zamiarze, odczekać miesiąc i dopiero wtedy może wypowiedzieć umowę.
Jeżeli lokator nie chce się dobrowolnie wyprowadzić, to
właścicielowi pozostaje postępowanie eksmisyjne.

Ustawa zawiera jednak listę osób, których nie można eksmitować bez
zapewnienia im lokalu socjalnego. Jest ona długa i znajdują się na
niej zarówno obłożnie chorzy, rodziny z małymi dziećmi, jak i
bezrobotni.

Dopóki takiego mieszkania nie dostarczy gmina, dopóty nie można
eksmitować takiej osoby. Czeka się latami. Na osłodę ustawa daje
prawo ubiegania się o odszkodowanie od gminy za niedostarczanie
takiego lokalu. Jeżeli gmina nie chce dobrowolnie go wypłacić, to
właściciela znowu czekają długie korowody sądowe.

Krok w dobrym kierunku

Rządowy pomysł jest dobry. Powróciłby – ocenia Schmidt – wolny rynek
komercyjnego najmu mieszkań i zwiększyłaby się podaż mieszkań pod
wynajem, a tym samym spadłyby ich ceny. W tej chwili jest problem,
gdy chodzi o małe lokale. Banki nie udzielają kredytów, a gdzieś
mieszkać trzeba. Jeszcze rok temu w Warszawie za najem mieszkania
dwupokojowego (40 mkw.) właściciele żądali 1200 zł, teraz już 2 tys.
zł, bo brakuje takich lokali. Pojawi się szansa na reanimację
budownictwa pod wynajem – dodaje Zbigniew Malisz, dyrektor generalny
Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Według niego, nie jest to
sposób na problemy deweloperów. Na budowę lokali banki udzielają im
krótkoterminowych kredytów, które muszą szybko spłacić po
wybudowaniu. – Prędzej pomogą osobom, które potraktowały zakup
mieszkania jako inwestycję – dodaje Marek Poddany.

Opinia: Łukasz Madej, prezes zarządu ProDevelopment sp z o.o.

Przez ostatnie 5–7 lat opłacało się bardziej wziąć kredyt i kupić
mieszkanie, niż je wynajmować. Teraz ta tendencja się odwraca, wielu
ludzi nie ma żadnej szansy na kredyt. Jest skazana więc na wynajem.
Tymczasem jest w trakcie budowy ok. 55 tys. nowych mieszkań w
największych polskich miastach. Większości deweloperom nie uda się
szybko sprzedać. Ich wynajęcie byłoby dobrym wyjściem z sytuacji.
Deweloper zarobiłby na odsetki od kredytu, a wielu ludzi zyskałoby
szansę na atrakcyjne lokum. W tej chwili do najmu przymierzają się
deweloperzy: JW. Construction, Orco, Unihouse. Jest tylko jeden
problem: banki nie chcą dawać deweloperom dodatkowych kredytów na
wykończenie, a większość tych lokali będzie oddawana do użytku w
stanie deweloperskim.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki r.krupa@rp.pl

Rzeczpospolita




Temat: jakie warunki sa przydział mieszkania.PILNE
Jak zdobyć dach nad głową?

Trzeba mieszkanie czy też dom kupić albo wynająć.
Niby tylko dwie możliwości, ale każda z nich ma jeszcze różne
wersje.

Pierwsza droga, szybka i skuteczna, ale najsilniej obciążająca
budżet domowy i to bez prawa własności to wynajem na wolnym rynku.

Mieszkanie wynajmuje się najszybciej i najłatwiej. Oczywiście
miesięczne koszty takiego dachu nad głową są bodaj najwyższe, ale
najem wolnorynkowy nie wymaga udowodnienia zdolności kredytowej,
pochodzenia własnych pieniędzy, posiadania mebli i większej gotówki.

Niestety, w Polsce tak szybko jak się wprowadzimy – możemy być
zmuszeni do wyprowadzki. Bo wynajem mieszkań ma u nas raczej
charakter okazjonalny a prywatne budownictwo na wynajem (takie, że
jeżeli uczciwie płacimy czynsz – to możemy mieszkać latami)
praktycznie nie istnieje.

Najem to propozycja dla ludzi, młodych, mobilnych, bez majątku, ale
zaradnych w zarabianiu pieniędzy. Szczególnie polecana w dużych
aglomeracjach, gdzie oferta mieszkań na wynajem jest bardzo
zróżnicowana cenowo, ale i o zarobek jest łatwiej.

Druga możliwość to najem mieszkania w Towarzystwie Budownictwa
Społecznego albo lokatorskie mieszkanie w spółdzielni mieszkaniowej
kredytowane Krajowym Funduszem Mieszkaniowym.

Obie propozycje są tańsze i na pewno jakościowo atrakcyjniejsze od
najmu wolnorynkowego – ale niedostępne natychmiast. Wymagane są
nakłady 30 do 40 proc. wartości lokalu, ale wartości liczonej wg
wskaźnika kosztu, a więc taniej od deweloperskiego .W czynszu spłaca
się ratę kredytu. Jest to kredyt preferencyjnie oprocentowany mniej
więcej na poziomie połowy stóp rynkowych.

Czynsz nie może przekroczyć 4 proc. tzw. wartości odtworzeniowej
lokalu. W praktyce w Warszawie maksymalny czynsz to 16 zł za mkw, w
innych miastach mniej. Minimum 30 procentowy udział to partycypacja
albo w przypadku spółdzielni – wkład mieszkaniowy. I partycypacja i
wkład są waloryzowane i zwracane jeżeli lokal opuszczamy.

Niestety – na takie mieszkanie trzeba czekać i buduje się ich coraz
mniej.

Trzecia droga, w miarę tania to założenie spółdzielni. Może to
zrobić już 10 osób – ale muszą umieć się dogadywać, mieć do siebie
zaufanie i zorganizować proces inwestycyjny oraz zdobyć kredyt.

Idealna spółdzielnia powinna mieć wśród założycieli prawnika,
architekta, właściciela firmy budowlanej, bankowca i menadżera. Ale
grunt musi spółdzielnia kupić za swoje czyli z wpłat spółdzielców.

To dobre rozwiązanie do wybudowania niewielkiego budynku z minimum
kilkunastoma lokalami czy szeregowców pod miastem. Po zakończeniu
inwestycji lepiej przekształcić się w niewielka wspólnotę.

Spółdzielnia jest wygodna do procesu inwestycyjnego, ale do
zarządzania małym budynkiem lepsza już jest wspólnota. Taniej
wyjdzie jeżeli spółdzielnia będzie lokatorska i skorzysta z
Krajowego Funduszu Mieszkaniowego wnosząc 30 procentowy wkład i
grunt.

Kupno mieszkania na wtórnym rynku jest w miarę bezpieczne i szybkie,
ale wymaga pieniędzy, najczęściej z kredytu. Ryzyko przy takiej
transakcji jest stosunkowo niewielkie.

Kupno mieszkania od dewelopera to niestety najkosztowniejsza i
najbardziej ryzykowna droga do mieszkania. Po pierwsze – trzeba na
lokal czekać. Po drugie – nowe lokale są najdroższe. Ale za to jest
nowy lokal w wybranej lokalizacji, urządzony pod własne potrzeby i z
garażem.

Takie rozwiązanie dostępne dla najzamożniejszych. Z
programem „Rodzina na swoim” można nabyć przy finansowaniu odsetek w
połowie przez państwo jedynie tańsze i mniej atrakcyjne lokale.

Jest jeszcze jedna droga, najpopularniejsza bo to ponad 60 proc.
nowej substancji mieszkaniowej przybywa tą najpopularniejszą drogą.
Jest to samodzielne prowadzenie budowy na własnym gruncie .W takim
przypadku cena metra kwadratowego jest najniższa.

Ale to rozwiązanie wymaga czasu, cierpliwości i jest znakomite dla
rodzin wielopokoleniowych.
Niestety budowa własnego domu jest możliwa za przystępną cenę w
coraz mniej atrakcyjnych lokalizacjach. Ceną za siedzibę na własnej
działce, w zieleni i ciszy coraz częściej bywa koszmar dojazdów
zakorkowanymi ulicami.

Krystyna Milewska

me-mieszkania.pl/pl/wiadomosci2/art259.html



Temat: Miasto remontuje pustostany, ale zwleka z zasie...
To są efekty ustawy o ochronie praw lokatorów.
Jeśli masz nieuczciwego najemcę to nie możesz go po prostu wyrzucić kiedy
przestaje Ci płacić. Wtedy musisz iść do sądu i założyć sprawę o
eksmisję /oczywiście Ty płacisz koszty sądowe/. Po ok. 2 latach dostajesz wyrok
eksmisyjny i idziesz do komornika. W wyroku może być zapisane prawo do
zapewnienienia lokalu socjalnego /lokale niepełnowartościowe=np. bez WC/ dla
Twojego nieuczciwego najemcy /sąd ma taki obowiązek zgodnie z ww. ustawą jeśli
Twój drogi najemca jest np. bezrobotny, ma niepełnoletnie dzieci, itp./. Jeśli
sam nie możesz zapewnić takiego lokalu to obowiązek jego zapewnienia spada na
samorząd /np. Urząd m.st. Warszawy/. Niestety urzędy /nie tylko w Warszawie/
nie mają zbyt wielu takich lokali, więc na wskazanie przez samorząd lokalu
socjalnego Twojemu nieuczciwemu najemcy poczekasz z 5 lat. Po tym okresie
komornik wykona eksmisję i po 7 latach odzyskasz swoje mieszkanko /nie muszę
chyba dodawać jak zdewastowane/. Aha, zapomniałem dodać że przez te 7 lat
MUSISZ pokrywać wszystkie opłaty za to mieszkanie i oczywiście musisz zapłacić
komornikowi za wykonanie eksmisji. Tych pieniędzy nikt Ci oczywiście nie odda.
Jest jeszcze inna ewentualność tzn. sąd nie przyzna prawa do lokalu socjalnego
dla Twojego drogiego najemcy tylko orzeknie eksmisję na tzw. bruk. Mylisz się
jeśli sądzisz że jest to dla Ciebie korzystniejsze :) Niestety od niedawna
obowiązuje rozporządzenie ministra sprawiedliwości - Kalwasa, że nie można
wyeksmitować nikogo na bruk tylko trzeba mu zapewnić /masz to zrobić Ty-
właścicielu, lub jeśli nie możesz sam to ewentualnie samorząd/ "pomieszczenie
tymczasowe". Czegoś takiego nie posiada ani jeden samorząd w Polsce. W
Warszawie był taki pomysł żeby je wynająć na Siekierkach. Ale się w prasie /w
Wyborczej też/ na ten temat pisało!!! że getta biedy i degeneracji się tworzy,
że to nieludzkie, itd.!!! W związku z tym temat upadł i właściwie eksmisji na
bruk wykonać nie można. Dzięki temu wszyscy nieuczciwi najemcy, alkoholicy,
śmieciarze, damscy bokserzy, pedofile, itd. mogą spać spokojnie. Nikt ich z
domu nie ruszy!
A żeby było sprawiedliwie problem dotyczy nie tylko nas "maluczkich", którzy
wynajmują mieszkania "po babci", ale wszystkich właścicieli lokali w
Polsce /spółdzielni, samorządów, właścicieli domów i kamienic na wynajem, itp./.
Co ciekawe media PRAWIE NIGDY nie stają po stronie właściciela w takich
sytuacjach, a jeśli już to "załatwienia mieszkania" dla takich oszustów
domagają się w trybie natychmiastowym od samorządów. W ten sposób chcą fundować
nagrody dla degeneratów bądź oszustów z pieniędzy podatników. Budowa większej
ilości lokali socjalnych /niepełnowartościowych/ nie mieści się w głowach
dziennikarzy i postępowych naukowców, którzy są zaraz cytowani w prasie jako
tzw. eksperci. Jak zwykle pojawiają się argumenty o dyskryminacji biednych,
wykluczeniu społecznym, gettach biedy, itp. Może gdyby któryś z szanownych
dziennikarzy bądź decydentów padł ofiarą oszusta przy wynajmowaniu mieszkania,
albo pomieszkał drzwi w drzwi z alkoholikiem-meliniarzem toby inaczej mówił.
Ale w ich apartamentowcach nie ma takich przypadków :(
Zresztą pewnie nawet gdyby byli w takiej sytuacji to nastraszyliby urzędników
że ich obsmarują w prasie i załatwiliby sprawę w urzędzie szantażem.




Temat: mieszkania komunalne w Krakowie
Rozmowa z Andrzejem Bratkowskim, wiceministrem infrastruktury ds. budownictwa,
gospodarki przestrzennej i mieszkalnictwa
Równo nie znaczy sprawiedliwie

Rz: Lokale komunalne to z założenia mieszkania dla osób o niskich dochodach.
Tak mówią przepisy. W życiu jest inaczej. Co pewien czas wybucha afera. Okazuje
się, że osoba publiczna mieszka w kwaterunku, a przy okazji ma kilka innych
mieszkań. Sądzi pan, że da się to zmienić?

ANDRZEJ BRATKOWSKI: Od dawna wykorzystywanie mieszkań komunalnych nie ma nic
wspólnego z poczuciem sprawiedliwości czy też z ideą solidaryzmu społecznego.
Od lat nie obowiązują żadne kryteria majątkowe upoważniające do ich zajmowania.

Mieszkają w nich i biedni, i bogaci. Zajmują je nie dlatego, że nie stać ich na
inne mieszkanie, choćby spółdzielcze czy własnościowe. Ot, po prostu przed
wieloma laty dostał na nie przydział ich dziadek lub inny krewny i tak już
zostało.

Nie mówiąc już o tym, że w obecnym stanie prawnym wszyscy, tj. i biedni, i
bogaci, płacą z reguły za lokale komunalne tyle samo. Osoba mieszkająca w
Warszawie w ekskluzywnej kamienicy przy Alei Róż i ta w ruderze na
przedmieściach wnosi komorne, które z reguły nie wystarcza na utrzymanie całej
posesji w dobrym stanie.

Z naszych podatków gmina do nich dopłaca lub też nie remontując, zamienia swoją
własność w ruinę. Tak jest od lat i tak będzie dalej, jeżeli nie zmienimy
przepisów, których korzenie tkwią jeszcze w latach przymusowego kwaterunku
czasu wojny.

Punktem wyjścia są więc czynsze, które dzisiaj w zasobach komunalnych
regulowane są w sposób sztuczny. Gminy nie podnoszą ich nawet do górnej
dozwolonej przepisami granicy, czyli do 3 proc. wartości odtworzeniowej lokalu.
Zwykle oscylują one w granicach od 1 do 1, 5 proc. wartości odtworzeniowej, co
nie ma nic wspólnego z czynszem uzasadnionym ekonomicznie. Nie ma więc środków
na pokrycie kosztów bieżących ani tym bardziej na niezbędne remonty. Radni
zwyczajnie boją się, że gdy podniosą stawki czynszów, w następnych wyborach nie
będą mieli już szans.

Czego można się więc spodziewać?

Rząd wniósł niedawno autopoprawkę do nowelizowanej w Sejmie ustawy o ochronie
praw lokatorów. Zawiera ona trzy zmiany.

Pierwsza, to wycofanie się z wniesionej przez poprzedni rząd propozycji
przedłużenia po nowym roku o dalsze cztery lata okresu reglamentacji czynszów.
W ten sposób skończyłby się 10-letni okres przejściowy. Miał on gwarantować
łagodne przejście od dawnych czynszów, centralnie ustalanych, do lokalnej
polityki mieszkaniowej opartej na zasadach gospodarności. Dotyczy to zarówno
zasobów komunalnych, jak i lokali w kamienicach prywatnych wynajętych przed
laty w trybie administracyjnego stosunku najmu.

Druga zmiana wprowadza mechanizm, który trwale ma zapobiegać zbyt szybkim i
nadmiernym podwyżkom czynszów we wszystkich rodzajach lokali, bez względu,
czyją są one własnością. Najpierw będzie można podnieść czynsz do 3 proc.
wartości odtworzeniowej lokalu, co powinno wystarczyć na pokrycie kosztów
bieżących. Potem można stosować kolejne podwyżki, ale im będą wyższe, tym
większe będą wymagania dotyczące standardu lokalu stawiane właścicielom.

Trzecia zmiana ma stworzyć podstawy prawne do stosowania w zasobach komunalnych
obniżek czynszu dla konkretnych najemców. Będą robiły to gminy na wniosek
zainteresowanych. Wcześniej jednak będą musiały sprawdzić, czy faktycznie danej
rodziny nie stać na płacenie czynszu w dotychczasowej wysokości. Gmina
przeprowadzi więc wywiad środowiskowy, tak jak robi to w tej chwili w wypadku
przyznawania dodatków mieszkaniowych.

Inna, równie ważna sprawa to wypracowanie podstaw prawnofinansowych, które
pozwolą gminom budować na szerszą skalę lokale udostępniane na warunkach najmu
socjalnego lub przeznaczone na noclegownie i schroniska dla bezdomnych. Na
razie wdrażany jest projekt pilotażowy. Wiele gmin zgłosiło już akces do tego
przedsięwzięcia.

W ten sposób nie przybędzie wiele lokali, a i bogaci się nie wyprowadzą

Tu nie chodzi o to, by gminy ludzi zamożniejszych eksmitowały ze swoich
zasobów, lecz by ludzie, których na to stać, płacili w nich tyle, ile za takie
samo mieszkanie inni obywatele płacą w spółdzielniach mieszkaniowych lub
wynajmując na wolnym rynku. Jest to kwestia elementarnej przyzwoitości.

Zmiany w sferze ochrony lokatorów w 2001 r. doprowadziły do tego, że, z jednej
strony w ogóle zanikł legalny rynek wynajmu mieszkań, z drugiej zaś zasoby
komunalne nie pełnią dziś żadnej roli społecznej w polityce mieszkaniowej gmin.

Teraz będzie szansa, że czynsze, również komunalne, przestaną być oderwane od
rzeczywistości, a zatem gminy przestaną traktować swoje zasoby mieszkaniowe jak
kulę u nogi i przestaną się ich wyzbywać za grosze, lecz wykorzystywać je będą
zgodnie z lokalnymi potrzebami.

Rozmawiała
Renata Krupa-Dąbrowska




Temat: Nie kupuj teraz! Będzie taniej!
ceny, mozliwosci, gospodarka oraz referendum UE
Gość portalu: xerox napisał(a):

>
> A co tu ma jesień do rzeczy?
> Mieszkanie kupuje się tak, aby je ODEBRAC w okresie, gdy jest ciepło, bo nikt
> o zdrowym umysle nie robi wykończenia w zimie.
>

WCZESNA jesien to ostatni moment dla developera zeby sprzedac mieszkanie (w
zimie popyt spada bo ludzie, jak napisales, nie wykanczaja lokali w zimie. Wiec
mozna zalozyc ze wrzesien 2003 bedzie wojna nerwow (poniewaz w przyszlym roku
moze byc juz drozej - to motywacja dla kupujacych, ale nie wszyscy developerzy
dociagna do wiosny 2004 - to motywacja dla sprzedajacych).

> Ale wracając do tematu:
> Wystarczy obejrzeć statystyki mieszkaniowe dot. Polski, aby przekonać się,
jak
> duże są u nas braki w budownictwie - a to ciągle oznacza większy popyt, niż
> podaż, czyli predzej, czy później ciekawe lokale i tak znajdą swego nabywcę.
> Ciekawe lub atrakcyjne cenowo, mam na myśli segment 3-4 tys za m2.
> B. duże lokale lub b. drogie metraże zawsze będą slabo schodzić i faktycznie,
> tu można poczekać, aż developer "zmięknie" o te kilka tysięcy pln.
>

Niekoniecznie. Bogatych ludzi w Polsce nie ubywa - np. na rynku samochodowym
stracil FIAT i Daewoo - pozostale firmy zachowaly swoj poziom sprzedazy.
Samochody luksusowe sprzedaja sie nawet lepiej niz rok temu. Gdyby alternatywa
bylo mieszkanie pod mostem to klasa srednia chetniej bralaby kredyty - ale my
juz wszyscy gdzies mieszkamy - teraz chcemy sobie tylko troche poprawic
standard zycia, a z tym mozna poczekac.

> Warszawa w kwestii budownictwa jest przy okazji wyjątkowo usytuowana - jest
to
> ciągle najlepszy rynek pracy w kraju i zawsze ktoś kupi lokal na kredyt, aby
> nie płacić za wynajem (ja przez kilka lat wynajmu wydałem równowartość
> kawalerki).
>

Ceny wynajmu tez spadly,

> Jak się do tego doda tanie kredyty, wniosek nasuwa się sam: taniej faktycznie
> już nie będzie. A jak za rok, dwa dojdzie 22% VAT na wszystko, to dopiero
> będzie wzrost cen!

Moze faktycznie nie bedzie taniej, co nie oznacza automatycznie ze ludzie
zaczna kupowac. Nie kazdemu usmiecha sie utrata pracy w chwili gdy splaca
kredyt, a sytuacja gospodarcza kraju jest kiepska i bezrobocie bedzie nadal
roslo. Co oznacza iz warszawski rynek pracy moze zostac zalany tanimi (i czesto
dobrze wyksztalconymi) pracownikami z prowincji ktorzy pracowac beda 'za wikt i
opierunek' (zaplaci im sie tyle by starczylo na wynajem kawalerki w 3 osoby i
na najpilniejsze potrzeby).

A czy negatywny wynik referendum unijnego bedzie dla polskiej gospodarki
istotny? Mam nadzieje, ze nie bedziemy musieli sprawdzic tego na wlasnej
skorze...




Temat: PiS partia bez kręgosłupa moralnego
Dorn z doplata do mieszkania
za SE:

Dorn dostaje kochankowe
Garsoniera wicepremiera z dopłatą Kancelarii Sejmu
Ludwik Dorn, prawicowiec od pasa w górę, do biednych nie należy, dlaczego więc
musimy co miesiąc dopłacać do jego mieszkania 1600 złotych. Ten zasiłek śmiało
możemy nazwać kochankowym.

Wicepremier Ludwik Dorn ma mieszkania kilkanaście km od centrum Warszawy. Od lat
korzysta jednak z sejmowej dopłaty do wynajmowanych w stolicy lokali. W jednym z
nich mieszka z kochanką.

Z Kancelarii Sejmu dostaje na to miesięcznie 1600 zł. Dlaczego? Przecież Ludwik
Dorn (51 l.) jest współwłaścicielem mieszkania i domu w Pruszkowie, ma także
drugi dom. Co prawda Pruszków nie leży w Warszawie, ale do centrum stolicy jest
stamtąd bliziutko!

Posłom z Warszawy nie przysługuje ani miejsce w hotelu sejmowym, ani dopłata na
wynajem mieszkania. Dlaczego poseł, potem minister, a od kilku dni wicepremier,
bezwzględny zwolennik taniego państwa, korzysta z uroków władzy? Przecież z domu
do Sejmu dojechałby szybciej niż mieszkaniec warszawskiego Tarchomina.

W ciągu czterech poprzednich lat Ludwik Dorn dostał z sejmowej kasy 76 800 zł.
Ma swoje domki, a zajmuje służbowe mieszkanie

- W poprzedniej kadencji poseł Dorn również otrzymywał dopłaty do mieszkań.
Celowo mówię do mieszkań, bo kilkakrotnie je zmieniał - wyjaśnia pracownik
Kancelarii Sejmu, prosząc o zachowanie anonimowości. - W tej kadencji również
dostaje dopłatę w wysokości 1600 zł. Gdyby chciał, bez problemu otrzymałby
miejsce w hotelu poselskim, ponieważ są one rozdzielane według klubowego
parytetu. A to przecież bardzo wpływowy polityk PiS.

W oświadczeniu majątkowym Ludwika Dorna czytamy, że wicepremier jest
właścicielem domu o pow. 210 mkw., wartego 250 tys. zł, współwłaścicielem domu o
powierzchni 150 mkw. o wartości 250 tys. zł i w 1/4 właścicielem mieszkania o
powierzchni 69 mkw. o wartości 350-400 tys. zł. Wczoraj o miejsce meldunku
zapytaliśmy samego wicepremiera za pośrednictwem jego rzecznika. Niestety, nie
uzyskaliśmy żadnego komentarza.

Może mu głupio, bo w jego własnym domu mieszka żona. On zaś bierze dopłaty do
lokalu, w którym pomieszkuje z inną?
Za jego lokum zapłaci rząd?

- Pan poseł Dorn powinien świecić przykładem i stać na straży porządku - oburza
się Józef Oleksy, były marszałek Sejmu. - Oczywiście należy zaznaczyć, że to
jest także praktyka wielu innych posłów, mieszkających w najbliższych okolicach
Warszawy. Poza tym ja, mieszkając za Wilanowem, jechałem dłużej do pracy niż
poseł z Legionowa - dodaje Oleksy. - Próbowałem z tym walczyć i to ukrócić,
narażając się własnym kolegom, którzy z tego korzystali. Bardzo się z tego
powodu irytowałem, ale Kancelaria Sejmu nie brała pod uwagę moich sugestii. Poza
tym ludzie dojeżdżają codziennie do pracy z dużo większych odległości: z
Siedlec, Łodzi, Otwocka czy z Wołomina. Mało tego, posłowie mają ryczałt na
przejazdy samochodem, a pan Dorn ma teraz porządne auto.

Odkąd Ludwik Dorn został wicepremierem, przysługuje mu służbowe mieszkanie w
szeregowcu przy ul. Parkowej lub zwrot pieniędzy za wynajem mieszkania z budżetu
Kancelarii Premiera. Wczoraj nikt w kancelarii nie potrafił odpowiedzieć, czy
wicepremier Dorn korzysta z mieszkania przysługującego wicepremierowi.
Politycy, bierzcie wzór z Pawlaka

Wszystkich premierów III RP skromnością przebił Waldemar Pawlak. Kiedy został
premierem, mieszkał w hotelu sejmowym.
autor: Piotr Krysiak



Temat: Nasze drogie mieszkania
mcmacpl napisał:

> > Moja koleżanka we Wrocławiu płaci 200 zł za wynajem + opłaty. I nie
> > mogę pojąć po jaką cholerę bierze kredyt na 20 lat po 500 zł miesięcznie,
>
> Ciekawe. We wroclawiu, 500zl + oplaty za 23m2 nieumeblowanego w starym bloku
to
>
> okazja i naprawe bardzo tanio. Chyba ze na peryferiach (=1,5h do centrum z
> przesiadkami).

A ja pisałam, że mój znajomy wynajął 50 m w Warszawie w nowym bloku z garażem
i płaci właśnie 1000 zł (z czynszem), czyli sam wynajem kosztuje go około 500
zł. Czyli można, nawet w tej horrendalnie drogiej Warszawie.

> Rodzina z dzieckiem chcac wynajmowac we wroclawiu musi placic minimum 800 +
> oplaty (w wiezowcu z wielkiej plyty). A tyle to moze wyniesc rata kredytu (z
> odsetkami).

Dziwię się strasznie, bo wychodzi na to, że w Warszawie jest taniej. Wg agentki
za moje 60 m (3 pokoje, świeżutko po generalnym remoncie z nowymi meblami i
sprżetem AGD, w starym bloku, ale punkt dobry) mogę dostać tylko cudem 1000 zł
+ opłaty.

> Niestety, ceny mieszkan i wynajmu moze i spadaja, ale bardzo powoli. Za to
ceny
> kredytow juz wyraznie.

Bzdura. Niedawno we Wprost był artykuł o tym, jak banki ożynają klientów na
tzw. niskim oprocentowaniu, z wyliczeniami gdzie np. kredyt szumnie reklamowany
jako 8% w rzeczywistości razem z tymi opłatami manipulacyjnymi,
zabezpieczeniami kosztuje około 13%.
>
> > ona owszem, jak na tamtejsze warunki nieźle zarabia, ale właśnie planuje
> > dziecko, a mąż ma 600 zł na rękę. Gdzie tu ekonomia? Bezrobocie w tym rejo
> nie
> > jest szalone, nigdy nie wiadomo, czy za miesiąc będzie się miało pracę, po
> co
> > ograniczać sobie mobilność mieszkaniem?
>
> Zawsze mozna wynajac komus i sie przeprowadzic. Czynsz wynajmu splaci nam
> kredyt i po paru(nastu) latach bedziemy miec splacone mieszkanko. Moj znajomy
> kupil sobie drugie mieszkanie (na kredyt!) wlasnie w tym celu. W tej chwili
> kredyt splaca mu sie sam.

Tyle że jak mu się noga omsknie i np. nie będzie miał komu wynająć przez parę
miesięcy, to leży i kwiczy. A bank szybciutko zajmie mu cały lokal, nie bacząc
na to, ile już w niego zainwestował.
>
> > A ja nie mogę się nadziwić, że ludzie
> > 20 kilkuletni myślą już o tym, że coś po sobie zostawią dzieciom których
> > jeszcze nie mają...
>
> Jedni mysla perpektywicznie, inni krotkowzrocznie.

Ja myślę tak - jak się nie ma forsy, to się nie żyje na kredyt. A zamiast
kupować duże mieszkania prawie w całości za kredyt, można kupić mniejsze, dalej
od centrum, w starym bloku, za mniejsze pieniądze (mniejszy kredyt) i spać
spokojnie nie bojąc się, że jak nie daj boże oboje naraz stracą pracę, to pójdą
z dziećmi na bruk. Naprwawdę sporo osób bierze te kredyty grubo ponad swoje
możliwości, a potem jest dramat, bo nie ma jak go spłacić i pretensja do Pana
Boga, że się zostało na lodzie. Znam ludzi, którzy wystartowali z 80 m (ona 21
lat, on przed 30), dzieci nie mają i nie planują w najbliższych latach, do tego
kupili sobie samochód na raty, a teraz jest dramat, bo ona od pół roku nie może
znaleźć pracy i nie wiedzą co ze sobą zrobić. Z czterech pokoi urządzili jako
tako dwa, na resztę nie mają kasy. I to ma być perspektywiczne myślenie?



Temat: Zostać czy wyjechać ze Stargardu?
ann.k napisała:

> jestem tu calkiem przypadkowo, ale wpadlam na twoj watek i dam Ci jedna dobra
> rade; otrzasnij sie z marzen o wielkich pieniazkach jakie mozesz zarobic w
> Warszawie; to MIT i BUJDA; to miasto jest PRZESYCONE takimi jak Ty, ktorzy
> mieszkaja w malych miastach i Warszawa sni sie im po nocach jako Eldorado;
nie
> wiem w czym pracujesz, czyli w jakiej branzy i ile umiesz, ale musialabys byc
> perfekcyjnym fachowcem, zeby w Wawie wybic sie ponad 2000 netto; a jesli tyle
> nie masz to siedz juz lepiej w swoim domku z Stargardzie, bo w Wawie za takie
> pieniadze to sie zalapiesz co najwyzej na rozpadajaca sie kawalerke w
> gomulkowskim syfiastym bloku;
> owszem, kiedys Wawa to bylo miasto tzw. ludzi sukcesu, ale teraz szkoly
konczy
> wyz demograficzny, a to oznacza, ze trudno o dobrze platna, sensowna prace;
>
> jesli mozesz wybierac, wybierz Poznan; robiac to samo co w Wawie, dostaniesz
> duzo wieksze pieniadze - czasami nawet trzykrotnie wieksze; brutalne, ale tak
> wlasnie rozlozyl sie teraz rynek pracy w Polsce; Warszawa to chore ceny
wynajmu
>
> lokali (biur i mieszkan), chore ceny za chleb w sklepie; a nade wszystko nie
> jest atrakcyjniejsza od Poznania; wrecz przeciwnie - Poznan to brama na
Zachod;
>
> Warszawa to co najwyzej furtka i to na Wschod;
>
> Warszawianka z krwi i kosci, ktora wybrala zycie w Szczecinie :)

podpisuję się wszystkimi rękoma i nogami :-)
mieszkałam i pracowałam w Warszawie przez rok. więcej nie wyrobiłam
psychicznie ;-) chaos, ceny z kosmosu - 3/4wyplaty (porownywalnej ze
szczecinską, poznańską np. na tym samym stanowisku) szło na mieszkanie i
wyzywienie.schiza finansowa. a i coraz mniej w warszawie placa pracodawcy bo
naplyw ludzi z biedniejszych rejonow kraju jest coraz wiekszy. i pracodawcy
mogli obnizyc place, bo i tak KTOS wezmie tą robotę.
Poznan jeszcze jako tako funkcjonuje.

a ja np. ze Stargardu wynosze się w zupełną głuszę, do Bornego Sulinowa,
jako "ambitna inaczej"...;-) tyle, że pozwalają nam na to finanse i rodzaj
pracy. i chociaz tam jest diabelne bezrobocie - stac nas na calkiem niezle
zycie ztego co zarobi siep oza BS.
Stargard bardzo lubie, jako swoje rodzinne miasto, ale jeszcze dlugo dlugo do
tego, zeby cos konkretnego tutaj sie dzialo (np.nowe kino..;-)) - i daleko nam
do bardziej "cywilizowanych" (halasliwych:-) miast. ale z roku na rok jest
coraz lepiej. Do Stargardu lubie przyjezdzac, odwiedzic rodzine, pomieszkac
chwile, ale potem to lepiej wyniesc sie do wiekszego miasta - jesli ktos
potrzebuje tłoku i ambitnych zajec klasy praca czy multikino, albo tak jak ja -
tam gdzie kino jest gorsze od Iny ;-) za to atmosfera zycianieporownywalnie
lepsza nizgdziekolwiek w Polsce.

pozdr.




Temat: Obskurna buda nie szpeci już placu Zamkowego
> I w związku z tym, ty jesteś za szpeceniem Starówki.
> Jeśli chcesz tanio zjeśc, to nie idziesz do Viktorii, ani do Marriotta.
> Stare Miasto w Warszawie nie jest i nie powinno być siedziskiem tanich
> fasfoodów, ani bazarowiskiem.

A kto tu pisze o bazarowisku?

A co do taniego jedzenia, to przejdź się po starówce w Krakowie, przejdź się po
starówce w Toruniu. Jest wiele przytulnych lokali z całkiem smacznym jedzeniem
i niewygórowanymi cenami. A w Warszawie tego brak.

> Prawdziwy problem to jest taki, że ktoś w ogóle je żarcie z takich bud.
> Tak, to jest problem.

Jeśli ktoś ma ochotę na spacer po starówce i akurat zgłodnieje, a nie stać go
na jedzenie w drogich restauracjach, to jaki ma wybór?

> To wyjaśnij mi co uważasz za "tanią knajpkę". Czy ta buda z Zamkowego spełnia
> to określenie? Co to znaczy "tanio"? Czy te knajpki mają sprzedawać
> hamburgery
> za 2-3 złote?

Tania knajpka to według mnie taka knajpka, gdzie można się w miarę porządnie
najeść za ok. 10 - 15 zł. Na starówce warunki te spełniają tylko bary z kebabem
(jest ich jak na lekarstwo i nie każdy w kebabach gustuje), Pizza Hut (w
zasadzie nieco droższa, w pogodny dzień trzeba się długo naczekac, aby znaleźć
tam miejsce) i owe budy z hot dogami. Poza tym pustka.

> Czlowieku, jeśli ty idziesz na Starówkę (miejsce z najdroższą ceną wynajmu w
> Polsce), by tanio zjesc, to najwyraźniej coś ci się pomieszało.

O nie, to tobie się coś miesza. Ale dobrze, spróbuję wytłumaczyć. Na starówkę
idę przede wszystkim po to, aby pospacerować. Ale zdarza mi się, że zgłodnieję.
I co wtedy twoim zdaniem? Czy uważasz, że jak ktoś lubi spacerować po staróce,
a nie stać go na jedzenie np. u Fukiera, to ma taszczyć z domu wałówki lub
stale chodzić do Pizza Hut? Już trzecia kolejna wizyta w Pizza Hut staje się
nudna, a tymczasem sensownej alternatywy brak.

A ceny wynajmu faktycznie bywają kosmiczne, wskutek czego o atmosferze starówki
krakowskiej możemy w Warszawie śmiało zapomnieć.

> Wyjasniej też jak chciałbys tworzyć te "tanie knajpki", gdybys to ty
> był władszą

Nie utrudniałbym inwestorom ich tworzenia. Koło Pl.Zamkowego miał powstac
McDonald's, lecz jakieś urzędasy się nie zgodziły. Jakoś nikomu podobny obiekt
nie przeszkadza na ul.Floriańskiej w Krakowie czy na starówce w Toruniu. Tylko
u nas komuś wadzi. Obawiam się, że inni potencjalni inwestorzy natrafiają na
podobne problemy.

> Na Starówce jest wiele knajpek, mogłoby byc ich więcej, ale o tym decydują
> prawa rynku. Znajdzie się restaurator, wykupi lub wynajmie lokal, to będzie
> sprzedawał posiłki. Nikt nikomu tego nie zabrania.

Jak to nie? Tu łapóweczka, tam proteścik i tak do usranej śmierci.

> Nie możesz zarzucać władzy, że ta nie tworzy tanich knajpek na Starówce, to
> jakas paranoja.

Mogę natomiast jej zarzucić, że utrudnia ich tworzenie.

> Piszesz, że ty popierasz tego człowiega od budy. Czyli popierasz
> łamanie prawa, popierasz cwaniactwo, brud i prowizorkę.

Nie. Po prostu protestuję przeciwko szukaniu przez władze i pismaków problewmów
zastępczych, odciągających uwage od problemów znacznie ważniejszych.

> Brawo! A powiedz jeszcze, czy ty osobiście kupiłbys u niego hamburgera?
> Tak? To gratuluję jeszcze poczucia smaku.

Nie. Ale są ludzi, którzy kupują i nie zabraniajmy im tego, skoro nie mają
innego wyboru.

> Chyba pomyliły ci się systemy polityczne.
> Na Starówce jest wiele knajpek, mogłoby byc ich więcej, ale o tym decydują
> prawa rynku. Znajdzie się restaurator, wykupi lub wynajmie lokal, to będzie
> sprzedawał posiłki. Nikt nikomu tego nie zabrania.
> Nie możesz zarzucać władzy, że ta nie tworzy tanich knajpek na Starówce, to
> jakas paranoja.




Temat: Nowy wątek o p. Krysi i jej wnuczce
Nowy wątek o p. Krysi i jej wnuczce
Dziewczyny, poprzedni wątek został wykasowany, ponieważ okazało się,
że mimo okrojenia informacji, można zidentyfikować bohaterki.
Poniżej podaję informacje bardzo okrojone, a zainteresowanym osobom,
które chca rzeczywiście pomóc, przekazę więcej informacji na priv.
Taka ochrona jest konieczna ze względu na ich bezpieczeństwo.

P.Krysia mieszka pod Warszawą, wynajmuje mieszkanie - koszt wynajmu
razem z opłatami za lokal ok. 600 zł/m-c + opłaty za telefon +
opłaty za prąd . Uciekła ze swojego poprzedniego domu od męża
pijaka, który przez ponad 20 lat znęcał się nad rodzina fizycznie i
psychicznie ( jest już po rozwodzie ) - uciekła z dwiema walizkami ,
więc prawie bez niczego co niezbędne w prowadzeniu domu.

P.Krysia sprawuje opiekę jako rodzina zastępcza nad dzieckiem swojej
córki - dziewczynka ma obecnie 8 lat, jest w 2 klasie podstawówki.
Rodzice dziecka nie pracują i nie mają kontaktu z dzieckiem od ponad
7 lat. Centrum Pomocy Rodzinie wypłaca z tytułu opieki nad dzieckiem
ok. 650 zł/m-c. Odmówiono p. Krysi prawa do "rodzinnego" z
powodu otrzymywania tychże 650 zł/m-c. Kiedy dziecko poszło do
zerówki, opieka społeczna odmówiła p. Krysi także prawa do zasiłków
(przedtem otrzymywała zasiłki celowe)

P.Krysia dorabia od niedawna jako opiekunka starszych osób w PCK -
dochód z PCK za ostatnie 3 miesiące to 400 zł, czyli średnio ok. 135
zł/m-c.

Nie ma miesiąca, aby kobiecie nie brakowało pieniędzy nawet na
bochenek chleba. Czasem pomagają jej doraźnie zaprzyjaźnione osoby,
czasem otrzymuje pomoc z Kościoła - np. zgrzewkę mleka, makaronu czy
pudełko serków topionych. P. Krysia ma zasądzone alimenty (po 200
zł) od rodziców swojej wnuczki, jednak w Centrum Pomocy Rodzinie
powiedzieli jej, że jeżeli będzie otrzymywać pieniądze z funduszu
alimentacyjnego, to Centrum zabierze jej ponad 50% tej kwoty, którą
jej dziś wypłaca (czyli ponad 50% z tych 650 zł/m-c). Nie występuje
więc do Funduszu po wypłatę alimentów.

P. Krysia od drugiej córki dostaje czasem ubranka po jej dzieciach,
czasem dostanie coś od znajomych, czasem ktoś coś kupi, ale te
okazyjne dary nie załatwiają sprawy ubioru i zaspokojenia innych
potrzeb wnuczki.

Osoba, która zgłosiła mi trudności p. Krystyny mieszka w Warszawie i
może osobiście odebrać dary dla Krystyny z terenu Warszawy (dane i
telefon podam na priv).

W tej chwili potrzebne są:

Dla dziewczynki:
pomoce do szkoły, typu farby plakatowe, bloki, kredki, itp., to czego
wymagają w 2 klasie podstawówki oraz ubrania, zwłaszcza cieplejsze.

Dla p. Krysi:
ubrania na Krystynę: spodnie, ciepłe palto, środki czystości (higiena
osobista i czystość do domu), ręczniki (nowe) oraz przede wszystkim
jedzenie. Pani Krysia przyjmie chętnie także przedmioty codziennego
użytku
niezbędne w gospodarstwie domowym - kobiety wiedzą o co chodzi

Dla mamy p. Krysi potrzebne jest także palto zimowe (ma takie same
wymiary
jak Krysia).

Wymiary dziewczynki:

Wzrost: 140 cm
Szerokość ramion: 31 cm
Obwód pasa: 64 cm
Obwód bioder: 76 cm
Długość szyja - pas: 30cm
Długość od kroku do kostek: 64 cm
Długość od pasa – do kostek: 84 cm
Długość rękawa: 45
Stopa : 23 cm (nr 35)

P. Krysia:

Wzrost: 155 cm
Szerokość ramion: 40 cm
Obwód w biuście: 100 cm.
Obwód pasa: 88 cm
Obwód bioder:109 cm
Długość szyja - pas: 50cm
Długość od kroku do kostek: 75 cm
Długość od pasa – do kostek: 100 cm
Długość rękawa: 57-60
Stopa : 24 cm (nr 37)

W Warszawie, jest możliwosć odebrania rzeczy, które nie wymagają
samochodu, przez osobę, która zglosiła do mnie dziewczynkę i jej
babcię. Dla osób z innych miast podam adres p. Krysi na priv.

Dziewczyny tam naprawdę bardzo jest potrzebna pomoc. Jedzenie,
ubrania, środki czystości.




Temat: Nieprawdopodobna historia!
Nieprawdopodobna historia!
Zamieszczam bez komentarza..

miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34884,3385740.html

Warszawsko-krakowska akcja policyjna w sprawie jednej bransoletki

Małgorzata Zubik, współpraca Karolina Kowalska 31-05-2006 , ostatnia
aktualizacja 31-05-2006 21:43

Policjanci zamknęli w areszcie właścicielkę mieszkania i jej syna, bo dzika
lokatorka, która mieszka na ich kosz,t oskarżyła ich o groźby i kradzież
złota. Policja nie przejęła się sparaliżowanym mężem aresztowanej kobiety

To dalszy ciąg opisanej przez nas dramatycznej historii z Żoliborza. W sporze
o mieszkanie przy ul. Sułkowskiego od kilku lat interweniuje policja.
Ostatnio policjanci na 24 godziny zamknęli właścicielkę lokalu i jej syna. W
domu został ciężko sparaliżowany mąż. Gorliwi funkcjonariusze z Żoliborza
postawili na nogi policjantów z południa, by przeszukali dom pod Krakowem.
Rzekomo skradzionej bransoletki nie znaleźli.

Lokator ma mieszkanie, a właściciel tylko akt

Do Małgorzaty i Piotra Flisów należy część domu dziadka - przedwojennego
właściciela. Po wojnie zagarnęło go państwo. Przydzieliło lokatorów,
sprzedało mieszkania. Właściciele mogą cieszyć się tylko aktem własności, bo
jedyne wolne mieszkanie zajmują dzicy lokatorzy. Nie płacą i nigdy nie mieli
umowy najmu. Trzy lata temu sąd orzekł eksmisję i spłatę długów. Komornik nie
może ich ściągnąć, bo lokatorzy nic nie mają i są bezrobotni. Nie doszło też
do eksmisji.

Dwa lata temu właściciele zajęli jeden pokój i czekali na wyprowadzkę.
Lokatorzy przestali ich wpuszczać do środka i wymeldowali z mieszkania.
Państwo Flisowie zajęli więc pomieszczenia po sklepie na parterze. Bez
łazienki, kuchni. Stracili dochód z wynajmu sklepu. - Ciężko im tam żyć, mają
trudną sytuację finansową. Dwaj synowie studiują, Małgorzata pracuje i
zajmuje się od ponad 20 lat ciężko chorym mężem. To anioł. Sama chodziła do
urzędu i prosiła o mieszkanie dla tych ludzi - opowiada jej sąsiadka Joanna
Ziemnicka-Niewczas.

Policjanci szukają biżuterii

Ponad tydzień temu pani Małgorzacie udało się na powrót zająć odzyskany
kiedyś pusty pokój. Zaczęła tam koczować. Pomagali jej znajomi, którzy
odwiedzali męża na parterze i przynosili jedzenie. Pani Małgorzata wciągała
je koszykiem na piętro. Kilka dni temu chciał ją wyręczyć 20-letni syn
Wiktor. Przyjechał z Krakowa, gdzie studiuje prawo. Trafił razem z matką na
24 godziny do aresztu. Oboje oskarżyła dzika lokatorka o kradzież
bransoletki.

Pani Małgorzata i jej syn zostali zatrzymani w związku z podejrzeniem o
kradzież i naruszenie miru domowego. Jeszcze gdy byli w areszcie,
zdumiewająco energiczna policja zdążyła przeszukać nie tylko lokal sklepowy,
w którym koczują, ale też dom, który wynajmują pod Krakowem.

- Pani Flis przyznała się do wtargnięcia do mieszkania i dała nam podstawy,
żeby przypuszczać, że dokonała przestępstwa - mówi nadkom. Marek Siewert,
wiceszef bielańskiej komendy, której podlega komisariat na Żoliborzu.

Nie interesuje go prywatna sytuacja pani Małgorzaty ani to, że jej mąż został
bez opieki. Mówi też, że policja nie jest od rozstrzygania sporów
mieszkaniowych.

- Zastanawia mnie gorliwość policji. Jak mój syn miał wywieźć bransoletkę,
skoro zatrzymano go? - pyta pani Małgorzata.

- Mam wątpliwości co do bezstronności policji w tej całej sprawie - mówi
Paweł Wołowski. Rodzinę Flisów zna blisko 20 lat. Uważa, że są ludźmi o
nieposzlakowanej uczciwości. Przyjechał na komisariat zaalarmowany przez
panią Małgorzatę. Zajął się jej mężem.

Policjanci biżuterii nie odnaleźli. Wycofali się z zarzutu kradzieży.

Lokatora mir domowy

W tej chwili Małgorzata i Wiktor Flisowie podejrzewani są o naruszenie miru
domowego i zmuszanie lokatorki do określonych czynności. - A ściśle do
opuszczenia mieszkania pod groźbą - tłumaczy starszy sierżant Monika Jamka,
oficer prasowy bielańskiej komendy.

Małgorzata i Wiktor Flisowie złożą zażalenie na zatrzymanie przez policję.
Zawiadomią też prokuraturę o składaniu fałszywych oskarżeń przez dziką
lokatorkę. - Tylko tyle możemy zrobić, ale chodzi o zasadę - mówi Wiktor.

Sprawą państwa Flisów zajmie się Helsińska Fundacja Praw Człowieka. - Nie
może być tak, że właściciel trzy lata czeka na eksmisję i nic się nie dzieje.
Trzeba napisać skargę do Strasburga - oburza się Piotr Kładoczny z Fundacji.




Temat: Mieszkania komunalne bez sensu
Mieszkania komunalne
Oddaj mieszkanie, ratusz ci wynajmie

Małgorzata Zubik 02-02-2006 , ostatnia aktualizacja 02-02-2006 01:43

Znowu będzie klapa z wynajmowaniem mieszkań w najdroższych czynszówkach w
Warszawie? Mimo krytyki radnych ratusz nie chce zrezygnować z wymagań, które
odstraszają chętnych - narzuca wysoki czynsz i nie daje nadziei na wykup mieszkań

Czynszówki nie dla biednych to problem, który władze miasta dostały w spadku po
ekipie rządzącej w latach 90. byłą gminą Centrum. Budowa domów komunalnych na
Pradze i Żoliborzu pochłonęła ogromne kwoty. Metr kw. w najdroższym z nich -
przy ul. Marii Kazimiery - kosztował gminę prawie 9 tys. zł. Sprawę cały czas
bada prokurator.

Mieszkania, choć drogie, były pełne usterek. A urzędnicy od początku mieli
problem z ich wynajęciem, mimo że powtarzali przetarg za przetargiem (właśnie
trwa kolejny). Do dziś ratusz nie wymyślił, jak skutecznie zdobyć lokatorów,
wciąż więc czeka na nich ponad sto pustostanów.

Przez ostatnie trzy lata ekipa Lecha Kaczyńskiego zajmowała się ich naprawami.
Na Żoliborzu urzędnicy wymogli je na wykonawcy w ramach gwarancji (poszło na to
3,5 mln zł). Ale już na Pradze remonty opłacono z miejskiej kasy (ponad 2 mln
zł), bo w poprzedniej kadencji samorządu urząd przespał okres gwarancji.

Tylko oglądają

Termin składania ofert w przetargu na mieszkania żoliborskie mija za dwa
tygodnie, ale do dziś nie złożono ani jednej. Mimo to urzędnicy są dobrej myśli.
- Te mieszkania obejrzało ok. 50 osób - mówi nam Katarzyna Łęgiewicz, naczelnik
z miejskiego biura polityki lokalowej. - Spodziewam się, że oferty będą do nas
napływać dopiero w ostatnim tygodniu przed terminem [który mija w połowie lutego
- red.]. Zdaniem naczelniczki chętni zwlekają, bo mają do załatwienia sporo
formalności, poza tym muszą wpłacić 2 tys. zł wadium.

Ratusz ma do wynajęcia mieszkania w czynszówce przy ul. Meissnera (Gocław),
Ząbkowskiej (Praga), Mickiewicza i najwięcej przy Marii Kazimiery. Są duże -
ponad 80 m kw. Szykowano je dla osób, które mają gdzie mieszkać i chcą sobie
poprawić warunki życia.

Przetarg po staremu

Żoliborski radny Adam Kalinowski z całą dzielnicową komisją infrastruktury od
kilku lat próbuje przekonać urzędników, że warunki stawiane w przetargu są dla
wielu osób nie do przyjęcia. Potencjalnych lokatorów może odstraszać: • wysoki
czynsz (na Żoliborzu 10 zł za m kw., na Pradze - 8 i 6 zł), • brak możliwości
wykupu mieszkań (obowiązuje uchwała Rady Warszawy, która mówi, że miasto nie
sprzedaje lokali w budynkach wybudowanych po 1995 r.) • konieczność oddania
miastu dotychczasowego mieszkania: komunalnego albo wykupionego na własność, a
liczy się przy tym jego wartość oszacowana przez rzeczoznawcę.

- Zastanawiam się, kto zdobędzie się na to, by oddać mieszkanie komunalne. Na
mój "chłopski rozum" bardziej opłaca się je wykupić, sprzedać potem na wolnym
rynku, dołożyć trochę pieniędzy i kupić coś lepszego, zamiast starać się o
wynajem w nowych czynszówkach - uważa Adam Kalinowski.

Radni z Żoliborza proponują: obniżyć stawkę czynszu, umożliwić wykup lokali i
zrezygnować z wymogu przejęcia poprzedniego mieszkania przez miasto. Radni chcą
też, by w przetargu mogli stawać lokatorzy z kwaterunku w prywatnych budynkach.
Chodzi o tych, którym wypowiedziano umowy najmu.

Urzędnicy ratusza bronią zasad przetargu wymyślonych przed wieloma laty i wciąż
liczą na chętnych.



Temat: Caffe Tonic
Caffe Tonic
Rzadko się zdarza, by w czasach wszechobecnej dekoniunktury właściciel
warszawskiej restauracji zapytany, o to jak idzie, odpowiadał –dobrze. A taką
odpowiedź usłyszeliśmy z ust Jarosława Zawiszy, menedżera dwupoziomowej
restauracji Caffe Tonic przy Marszałkowskiej 77/79. Restauracja w kwietniu
obchodzi swoje pierwsze urodziny, ale nasz rozmówca zapewnia, że praktycznie od
samego początku wszystko szło dobrze. Dlatego właśnie pojawiły się plany nowych
inwestycji w stolicy, ale ich szczegóły są na razie trzymane w tajemnicy.

„Sukces Caffe Tonic to przede wszystkim zasługa cen, które są naprawdę
przyzwoite” - mówi Zawisza. „Warszawa jest pełna drogich restauracji, brakuje
natomiast miejsc dla średnio zarabiających osób, ludzi młodych, studentów.
Druga sprawa, która przesądza o sukcesie, to jedzenie. Nie jest bardzo
wyszukane, ale za to bardzo dobre. To z kolei zasługa rewelacyjnego kucharza,
który jest po prostu artystą” - dodaje. „I wreszcie trzecia sprawa to wnętrze.
Jedno z pomieszczeń jest bardzo jasne, przestronne, niezagracone, drugie zaś –
otwarte w połowie ubiegłego roku - bardziej nastrojowe: dominują tu czerwienie
i fiolety, romantyczne oświetlenie. Miejsce jest bardzo bezpieczne, a to też ma
duże znaczenie na to, ile restauracja ma gości. Wbrew pozorom lokalizacja w
ścisłym centrum nie ma aż tak dużego znaczenia” - dowiadujemy się.

Na pomysł otwarcia restauracji dwa i pół roku temu wpadło dwóch przyjaciół:
Jarosław Jakimowicz i Paweł Burzyński. Załatwianie wszystkich formalności
trwało prawie rok. Niestety, aby otworzyć restaurację i być jednocześnie do
końca w zgodzie z polskim prawem, trzeba się mocno natrudzić. Nazwa to
natomiast kwestia przypadku – wzięła się od skojarzenia z tonikiem do twarzy, a
nie rodzajem napoju. Kwestię finansowania rozwiązano częściowo za pomocą
środków własnych właścicieli, a częściowo kredytem. „Myślę, że jeszcze trochę
czasu musi upłynąć zanim osiągniemy rentowność” – wyjaśnia Zawisza i dodaje, że
właściciele traktują restaurację jako inwestycję długoterminową, a nie sposób
na osiągnięcie szybkiego zysku. Jeśli chodzi o koszty funkcjonowania, to
podobnie, jak w przypadku innych restauracji warszawskich, wynajem pomieszczeń
zajmuje poważną pozycję, jednak właściciele Caffe Tonic i tak mogą mówić o
szczęściu, gdyż ich lokal jest wynajmowany z pierwszej ręki, a być może w
przyszłości uda się go odkupić.

Dobre wyniki restauracji zachęciły jego właścicieli do otwarcia kolejnych
lokali o podobnym charakterze. W listopadzie powstała kafeteria Cafe T przy
Świętokrzyskiej. „Cafe T działa bardziej jako miejsce o charakterze lunchowym” -
mówi Zawisza. W planach jest kolejny lokal, ale nasz rozmówca nie chce na
razie zdradzić gdzie i kiedy powstanie. Wiadomo tylko, że też będzie w centrum
miasta. Dalsze rozwijanie sieci będzie wymagało jednak gruntownego
przemyślenia. Z obserwacji poczynań konkurencji wynika, że otwieranie dużej
liczby kolejnych restauracji o podobnym charakterze często nie przynosi
pożądanego efektu.




Temat: piszą o nas

Sypialnia z charakterem
Domy ukryte w sosno-wym lesie, spokój i cisza. W Józefowie aż chce się
mieszkać.
Leżący 20 km od centrum stolicy Józefów to 17-tysięczne miasto, w którym co
roku osiedla się ok. 500 nowych mieszkańców.

Skąpane w zieleni miasto, leżące w widłach Świdra i Wisły, graniczy z Warszawą
i Otwockiem. W pocz. XX wieku miejscowość, podobnie jak pobliski Otwock, miała
charakter uzdrowiskowo-letniskowy. Z tego okresu pochodzą najpiękniejsze
budynki drewniane, popadające dziś w ruinę.

Na szczęście w czasach PRL nie powstały tu szpetne bloki z wielkiej płyty, a
budownictwo zaczęło się rozwijać na dobre dopiero w latach 90., kiedy
architektura zaczęła być przyjazna środowisku.

Za 140 i więcej
Działki w Józefowie nie są tanie, ale nie ma co ukrywać - płaci się za
otoczenie. Średnio za działkę ze starymi drzewami na terenie trzeba zapłacić
140-150 zł/mkw., a więc drożej niż w Otwocku, Falenicy czy Radości. Niestety
tylko 20 proc. miasta ma aktualne plany zagospodarowania przestrzennego. Prace
nad kolejnymi opracowaniami jednak trwają.

Jedno jest jednak pewne - w Józefowie i jego okolicach nie przewiduje się
umiejscowienia żadnego przemysłu, otwarta jest natomiast droga dla
nieuciążliwych usług.

Działki leśne muszą mieć nie mniej niż 1500 mkw. powierzchni, przy czym
zabudować wolno jedynie 20 proc. terenu. Oczywiście grunty w centrum
miejscowości mają mniejsze normatywy. O ile jednak działek pod zabudowę
jednorodzinną nie brakuje, o tyle gorzej jest z terenami pod budownictwo
wielomieszkaniowe.

Dopasowane do otoczenia
Architekci nowych kompleksów mieszkaniowych w Józefowie starają się, by
zabudowania jak najlepiej wpasowały się w otoczenie - w niektórych budynkach
pojawiają się nawet zdobienia zbliżone do tych, jakie stosowano w drewnianej
architekturze uzdrowiskowej, określanej mianem "świdermajera". Budynki nie
przekraczają 4 kondygnacji i zarazem wysokości okolicznych drzew.

Nowe mieszkania deweloperskie kosztują 3200-3500 zł/mkw. Tańsze są mieszkania
na wynajem, oddawane przez TBS, które wyceniane są na 2600 zł/mkw. Jednak
według obecnych przepisów mieszkania te nigdy nie będą własne.

Prężny TBS
Prężnie działające Towarzystwo Budownictwa Społecznego oddało w ostatnich
latach 350 mieszkań na terenie miasta, a kolejne osiedle z 72 lokalami niebawem
będzie gotowe. - To znacznie ułatwiło nam realizację polityki mieszkaniowej w
gminie - mówi Stanisław Kruszewski, burmistrz Józefowa. - Dzięki temu, że
mieszkańcy lokali komunalnych mogli liczyć na pokrycie kosztów partycypacji
przez gminę, udało nam się przenieść do TBS ok. 100 lokatorów. Część
odzyskanych mieszkań poszła do remontu lub rozbiórki, większość jednak została
przeznaczona dla oczekujących na lokal komunalny.

Socjalne w budowie
- Nasze zasoby komunalne w większości pochodzą z lat 30. ub. wieku, a do lat
dziewiędziesiątych w ogóle nie były remontowane - wyjaśnia burmistrz. - Część
budynków jest w opłakanym stanie technicznym. Nie stać nas na ich pełną
rewitalizację, staramy się jednak prowadzić działania podtrzymujące - w miarę
możliwości wymieniamy stolarkę, pokrycia dachów itp.

- Gmina nie poprzestaje na starych zasobach - dodaje Stanisław Kruszewski. -
Dwa nowe budynki z 33 mieszkaniami socjalnymi, których budowa była wsparta
przez Ministerstwo Infrastruktury kwotą 1 mln zł, będą gotowe na przełomie
roku.W tej chwili trwają prace wykończeniowe.




Temat: Czy Warszawa zmienia się na lepsze?
Moim zdaniem Wawa zmienia sie na lepsze, choc mozna by zyczyc aby tempo tych
zmian bylo szybsze. Mieszkam tu od 3 lat wiec zawsze moge sie mylic.

In plus:
- Wawa nieco potaniala - moze nie tyle wynajem, co uslugi, zarcie; w kazdym
razie poza niektorymi uslugami nie ma jakis dysproporcji cenowych jak dawniej;
- spory dostep do osrodkow sportowych - baseny, kluby fitness, silownie, sale,
tego jest tutaj naprawde sporo i kazdy moze znalesc cos dla siebie; w kazdym
razie w porownaniu z Wroclawiem pod tym wzgl. Wawa bije Wrocek na glowe;
- jest wiecej lokali i niezle kluby;
- dobrze dzialajaca komunikacja miejska; zjezdzilem w ciagu tych 3 lat spora
czesc wawy i naprawde wszedzie mozna sie dostac bez problemu; korki.. no sa i
beda i niewiele to zmieni oddawanie kolejnych mostow czy tras szybkiego ruchu;
- mimo wszystko duzo sie buduje; niestety - czasami nie jest to wysokich lotow
architektura (Reform Plaza, WFC);
- zdaje sobie sprawe, ze jest to trudne, ale warszafka stara sie robic coraz
ladniejsza; w kazdym razie sa zakatki ktore naprawde ladne, tylko musza byc
odpowiednio pielegnowane (np. stary Zoliborz, Mokotow, Wilanow),
- jest na szczescie spora grupa ludzi, ktorzy sie z Warszawa mocno
indentyfikuja; z zewnatrz mozna odniesc wrazenie, ze nikt jej nie lubi, ale to
nieprawda.

In minus:
- samowole budowlane; przez to miasto przeszly hekatomby wojen i komunizmu i to
resztki tego co ocalaly powinny byc szczegolnie chronione; inwestorzy wlaza z
butami i przerabiaja na swoja modle budowle z zerowym respektem dla
przeszlosci; bo co po nas zostanie? Galeria Mokotow - substytut prawdziwego
miasta? jakos nie wyobrazam sobie aby w srodku Parku Szczytnickiego [to w
bardzo polskim Wroclawiu] jakis palant chcial budowac apartamenty, a w Wawie -
to jest niestety mozliwe, gdyby Wawa miala taki park oczywiscie...
- stara gierkowska architektura - moim zdaniem nie wytrzymuje proby czasu, nie
chodzi o to czy sie sypie (choc to akurat ma miejsce - patrz trasa
lazienkowska) ale starzeje sie jakosc bardziej; moim zdaniem Hotel Forum,
dworce Centralny czy Wschodni sa koszmarne; nie mowiac o osiedlach Goclaw,
Sadyba czy Wierzbno; moim zdaniem - broni sie stara socrealistyczna albo
gomulkowska architektura np. Nowa Praga albo Czerniakow;
- ruch na drogach; nie chodzi o to czy sa korki tylko o zwykle chamstwo na
drodze; norma jest to, ze przechodzac przez pasy na zielonym swietle trzeba
miec oczy naokolo glowy i uwazac aby nie zostac rozjechanym; bo jakiemus
ciulowi sie akurat spieszy...
- niechcacy na "centra" miasta wykreowaly sie hipermarkety, a to z powodu braku
konkretnego miejsca publicznego po prostu dla wszystkich; jakiegos placu czy
skweru; takim miejscem wydaje sie byc pl. Zamkowy ale to chyba nieco za malo
jak na to city

Nie mam zamiaru tu pisac o braku II linii metra czy dziurach na drogach bo i
tak kazdy o tym wie.



Temat: EUROPEJSKI SYSTEM ODCHUDZANIA
EUROPEJSKI SYSTEM ODCHUDZANIA
Na marzeniach o atrakcyjnym wyglądzie zawsze można było zarobić. Wiedzą o tym
najlepiej firmy odzieżowe, producenci kosmetyków, ale także salony
fryzjerskie, kosmetyczne i kluby fitness. Stosunkowo niedawno w Polsce
zaczęły powstawać również salony odchudzania, w których za pomocą
odpowiednich urządzeń i zabiegów można udoskonalić swoją sylwetkę bez
forsownych ćwiczeń i drakońskich diet.

Swoich sił na tym raczkującym jeszcze w Polsce rynku próbuje Kalina Kamińska,
od trzech miesięcy właścicielka „Europejskiego Systemu Odchudzania”. Jest to
ekskluzywny salon odchudzania przy ul. Wilczej 22 a.

Położenie w ścisłym centrum Warszawy, w okolicy siedzib banków i różnych
klubów generuje duży ruch, choć, jak twierdzi Kamińska, lokalizacja nie jest
najważniejsza w tym biznesie. Tak naprawdę najważniejszy jest pomysł, a ten
wykiełkował w mojej głowie po tym, jak na podstawie własnych obserwacji,
rozmów z różnymi ludźmi doszłam do wniosku, że na takie usługi jest coraz
większe zapotrzebowanie, powiedziała Biznespolsce Kalina Kamińska. Dlaczego
stolica? Przede wszystkim dlatego, że tu nasza rozmówczyni miała własny
odpowiedni lokal (odchodzą koszty wynajmu) w centrum miasta, ale prawdą
również jest to, że salon kieruje swoją ofertę do zamożnych klientów, a tych
najwięcej jest właśnie tu, w Warszawie. O elitarności usług odchudzania
świadczą ich ceny (od 85 do 350 zł za jeden zabieg). Wbrew powszechnym
oczekiwaniom oferta „Systemu” nie jest skierowana ani wyłącznie do kobiet ani
wyłącznie do ludzi otyłych. Obsługujemy również mężczyzn i uważam, że w
Polsce niepotrzebnie pokutuje stereotyp otyłego mężczyzny, któremu nic nie
pozostaje poza siłownią, mówi Kamińska. Poza tym salon liczy na osoby, które
chcą jedynie skorygować pewne defekty takie jak cellulitis, czy rozstępy.

Mimo wysokich cen, salonowi klientów nie brakuje. Kalina Kamińska spodziewa
się, że jeszcze więcej będzie ich od jesieni, po powrocie Warszawiaków z
wakacji. Najpierw sezon ślubów i wesel, potem Sylwestra, wylicza. Przy tych
okazjach ludzie zwykle przypominają sobie o swojej sylwetce i jestem pewna,
że właśnie wtedy zaczną do nas wracać, dodaje z przekonaniem. Jej zdaniem w
dłuższej perspektywie ten segment usług będzie się rozwijał. Nie jesteśmy
szczupłym narodem, ale w końcu Polacy zaczynają o siebie dbać. Dużą rolę w
promocji szczupłej sylwetki i w konsekwencji, kreowaniu rynku na usługi
wyszczuplające, odgrywają media, które lansują szczupłą figurę, jako tę
idealną. Na razie jednak rozwój rynku ograniczany jest wysokimi (w stosunku
do zarobków Polaków) cenami zabiegów, które jednak – jak wyjaśnia Kamińska –
nie mogą być niższe z powodu bardzo wysokiego kosztu zakupu maszyn, ich
eksploatacji jak i kosztów zakupu kremów stosowanych do zabiegów.

ktoś może był, może coś napisać o efektach ???




Temat: Spekulacja jest Ok.
Sam uczestniczę w tym rynku. Z początku przez przypadek (spadek) później już z
większym zaangażowaniem - jako fragment portfela, ale też ew. pod kątem moich
dzieci. (np. dwa lokale w pobliżu mojego domu kupione za wkład, pod hipotekę,
które teraz spłacają się same - przez najemców)
Bardzo ważną kwestią jest w przypadku inwestorów indywidualnych "lawirowanie
podatkowe" (takie wykorzystywanieprzepisów aby nie płacić zbyt wielu opłat i
podatków - dochodowy, notariusze, wpisy do ksiąg etc.-trzeba trochę poczytać i
nauczyć się na pierwszej transakcji)
kwestia okazyjnego kupowania została już wspomniana - więc jak zwykle liczy się
gotówka (lub załatwione wszystkie formalności w banku - promesa etc).
Trzeba być cierpliwym polując na okazje. Skrupulatnie sprawdzać nie tylko stan
prawny ale nawet stan techniczny bydynku, sąsiedztwo i plan zagospodarowania
przestrzennego, planowane inwestycje w sąsiedztwie...
Co do hossy na rynku - jak porównasz rynkowe ceny mieszkań do średniej zarobków
to będziesz miał trochę inne spojrzenie... Używane stoją w miejscu?
(przynajmniej w Łodzi jeśli odejmiesz amortyzację) Ponadto ubywa ludzi w kraju,
a mieszkania sa względnie trwałe, ważna jest więc wartość gruntu i lokalizacja
(pod kątem ew. długiego trzymania). Niestety przepisy nie ułatwiają spekulacji
mieszkaniami. Chcąc spać spokojnie (być w pełni legalnym) trzeba płacić wysokie
podatki lub mieć zaprzyjaźnionego prawnika. Moja ostatnia inwestycja w
nieruchomość w którą najbardziej wierzę (choć na razie nie zarobiłem kokosów a
od sierpnia stoi puste - brak lokatora)to bardzo duże mieszkanie w solidnej
przedwojennej kamienicy w centrum - kupione jako dwie samodzielne rudery (takie
było przed wojną jedno dużę) scalone teraz w jedno.Okazja polegała na kupieniu
jednego z nich po cenie długu i lokalu zastępczego i wynegocjowaniu z drugim
właścicielem sprzedaży drugiegoza rozsądną cenę. Jako dwa potroiły wartość.
Wyremontowane, wstawiony kominek, nowoczesna łazienka z "bajerami" etc daje
szansę korzystnego wynajmu - ścisłe śródmieście. Kwaterunek zrobił częściowy
remont zanim kupiłem, remontowałem wykorzystując np. okna kredytowane przez
BOS - z dopłatą i inne sztuczki. Aby uniknąć problemów z aparatem skarbowym
umowa kupna - to majstersztyk prawny (ale i tak muszę czekać cztery lata zanim
ew.sprzedam - coć nie jest kupowane na mnie)
niuansów są setki, na każdym można zaoszczędzić kilka groszy. Dużo też stracić.
Jednak nie liczę na oszałamiający zysk. Ot dywersyfikacja. Nie wydaje mi się
aby scenariusz hiszpański powtórzył się w polsce. Trochę inne realia (u nas nie
będą chcieli mieszkać emeryci z bogatach krajów - zimno). Tym bardziej że
niektórzy z tych co inwestowali w hiszpanii już tego żałują...
Kraków, Gdańsk i ew. Warszawa rządzą się trochę innymi prawami których nie znam
więc nie będę się wypowiadał.
pozdro



Temat: Hotel Gdynia
Hala jest jeszcze jednym znakiem czasu.Potwierdzeniem ze brak jest w
wspolczesnej Gdyni wizji przyszlosci.Widac ze tzw decydenci sa nastawieni na
przetrwanie,zupelnie wbrew tradycji poczatkow budowy miasta.Smutne to
niestety.5000,to faktycznie dobra hala dla troche wiekszej szkoly sredniej.Mozna
bedzie urzadzic jakas akademie ku czci.Jesli wszystcy uczniowie przyjda z
rodzicami,to moze miejsc nie zabraknie.Hala bedzie stala pusta,poniewaz nikt
zadnej powaznej imprezy w niej nie zorganizuje.Jest(bedzie zbyt mala).
Co do "zamyslu"architekta.Budowle ziemne sa moze termosami,i co jescze?To co sie
zaoszczedzi na ogrzewaniu,wyda sie na oswietlenie.Budowle ziemne wymagaja
stalej,troskliwej i co sie z tym wiaze b.drogiej opieki.Konstrukcja bedzie
droga,poniewaz musi wytrzymac olbrzymie masy ziemi ktorymi bedzie
przysypana,nawet te najlepiej wykonane sa od czasu do czasu nieszczelne.O ile
zatkanie plaskiegiego dachu czy dachowki trwa godziny to tu kazda poprawka to sa
dni a najczesciej tygodnie b.drogich robot.Moglbym wymienic jeszcze wiele
problemow zwiazanych z tego typu konstrukcjami.Lecz co to da?Nic.Grochem o
sciane.Kiedys napisalem do Prezydenta list w tej sprawie i co.Minelo pare lat i
nawet odpowiedzi nie napisali.
Mozna inaczej.Gdynia jak czesc mieszkancow wie jest nieodlacznie zwiazana z
morzem i gospodarka morska.Najwieksze pod kazdym wzgledem sa stocznie.Wydaje sie
byc logiczne ze hala moze i powinna pokazac mozliwosci Gdynskich stoczni.Powinna
byc wizytowka ich mozliwosci.Powinien to byc projekt najlepszych
architektow,ktorego zdjecia bylyby na stronach zurnali czy podrecznikow
architektory z podpisem."Gdynia hala sportowa projektu sir,....".Konstrukcja
stalowa i szklo. Uniwersalna i funkcjonalna.A przede wszystkim minimum 10x wieksza.
Widzialem taka hale w miescie Arnhem w Holandi.Kiedy pierwszy raz tam
bylem,znajomy holender powiedzial"choc pokaze ci cos,czego nikt nigdzie niema".I
zaprowadzil mnie do,wlasnie hali widowiskowo-sportowej.Wlasnie takiej,Stalowej,z
naturalna murawa pilkarska na wozkach ktora w kilkadziesiat minut wyciagarki
elektryczne wyciagaja z hali(a wlasciwie to odwrotnie,wciagaja na potrzebny czas
do hali)Pielegnacja,strzyzenie trawy i co tam jeszcze obywa sie poza
hala,tanio,przy pomocy zwyklego sprzetu,a hale mozna w tym czasie wykorzystac do
czegos innego.Mozna tam organizowac wszelkiego rodzaju imprezy
sportowe,widowiska a nawet zabawy taneczne,poniewaz do waposazenia nalezy
rowniez parkiet.Trybuna mieszcza jesli dobrze pamietam cos okolo 80000 widzow.Sa
tam pod sufitem zawieszone jakby kompletne sale,z ktorych mozna ogladac
widowisko,lecz firmy ktore wynajmuja te lokale urzadzaja tam wlasne
konferencje,szkolenia,imprezy "na okolicznosc"i "ku czci"itp.Znajomy prcuje w
zarzadzie jednego z najwiekszxch Holenderskich bankow,ktory rowniez ma tam swoja
sale.Sa bardzo ze tego zadowoleni,poniewaz dysponja tym miejscem na np
miedzynarodowych mistrzostwach pilkarskich ktore w tej hali maja miejsce.
Samo miasto Arnhem,jest wielkoscia zblizone do Gdyni.Ma okolo 140000 tys
mieszkancow.Maja nawet stocznie.Tyle ze rzeczne.Zdaje sie ze brak jest tam
pierwszoligowej druzyny pilkarskiej,co nie przeszkadza ze tam rozgrywa swoje
mecze np.druzyna Smolarka.W czasie kidy bylem odbywal sie tam mecz w ramch
mistrzostw Europy pomiedzy jakas niemiecka a holenderska oboma druzynami klasy
swiatowej(niech mi kibice pilkarscy wybacza)Mecz odbyl sie przy pelnych
trybunach.Kibicow z niemiec i Holandi.Prwdopodobnie za sume uzyskana z meczu
mozna by pobudowac dwie Gdynskie hale.
Hale wybudowalo miasto.Z zamyslem ze bedzie jego wizytowka.Nie doklada
grosza,wrecz przeciwnie.Przedsiebiorstwo "Hala" ma zyski.Zysk z wynajmu
pomieszczen wystarcza na utrzymanie i splate kredytow,z duzych imprez notowany
jest "na czarno"( nie na "lewo",lecz w ksiegach po stronie "Ma")Wystarczy
popatrzec ile osob przychodzi na mecze naszych koszykarek.Przyszloby pewnie
wiele wiecej.Tylko gdzie?Jesli wypadnie Gdyniankom zorganizowac mistrzostwa
Europy to gdzie? W Warszawie?W najlepszym przypadku w Gdansku,a gdanszczanie
powiedza w podziece ze Gdynia to taka wies nad Kacza.



Temat: Jeszcze raz Stary Browar
Jeszcze raz Stary Browar
Poznań Inwestycje komercyjne
Wyważony browar

W skład Starego Browaru wejdzie kilka obiektów o łącznej powierzchni użytkowej
prawie 70 tys. mkw.

(C) FORTIS

W miejscu, w którym dawniej warzono piwo, na dwóch hektarach terenu w sercu
Poznania, powstaje centrum biznesu, handlu i sztuki. W minioną sobotę wmurowano
kamień węgielny pod przesięwzięcie o nazwie Stary Browar. Inwestor liczy, że
kompleks będzie odwiedzało 30 tys. osób dziennie.

W 2000 r. stuletnie zabudowania dawnego Browaru Huggera były scenerią
do "Carmen" G. Bizeta, w zeszłym - Słodownia, w której dawniej suszono ziarno
na piwo zamieniła się w średniowieczny zamek Makbeta w operze G. Verdiego. Dziś
Stary Browar to plac budowy. Teraz poznański Energopol-7 wykonuje tam ściany
szczelinowe. Ten wstępny etap potrwa około miesiąca. Pierwsza część inwestycji
będzie gotowa do IV kwartału 2003.

Projekt Stary Browar zakłada powstanie kilku obiektów o łącznej powierzchni
użytkowej prawie 70 tys. mkw. Zdaniem ekspertów przedsięwzięcie jest
porównywalne z tym, które dla Śródmieścia Warszawy będą mieć Złote Tarasy.

W pierwszym etapie realizacji Starego Browaru powstanie obiekt w narożniku ulic
Półwiejskiej i Kościuszki z 4-poziomowymi galeriami handlowymi, pasażami
kulinarnymi i lokalami usługowymi. Zaplanowano także powierzchnię biurową na 2
piętrach oraz parkingi z 400 miejscami postojowymi.

Budynek, który wyrośnie przy ul. Półwiejskiej 32 (głównie biurowy) zostanie
połączony z gmachem pasaży handlowych specjalną kładką. Będzie ona przebiegała
nad schodami, które teraz wprost z traktu ul. Półwiejskiej prowadzą do Parku
Dąbrowskiego. W drugiej fazie projektu powstanie hotel i sala koncertowa. Te
obiekty zaplanowano w obszarze tzw. drugiego wewnętrznego dziedzińca Starego
Browaru, przed budynkiem pałacyku administracji dawnych browarów.

W skład przedsięwzięcia wchodzi też rewitalizacja i modernizacja zabudowań
fabrycznych Browarów Huggera. Dawne browarniane magazyny, składy, budynki
administracyjne, słodownia czy kotłownia będą w całości odnowione. Na koniec
2003 r. w Starym Browarze będzie gotowy Dziedziniec Sztuki z miejscem na
ekspozycje plastyczne.

Inwestorem i właścicielem Starego Browaru jest Spółka Fortis (należąca do
Grażyny Kulczyk). Generalnym wykonawcą jednej z największych poznańskich budów
została austriacka firma Porr Projekt und Hochbau AG. Nie jest wykluczone, jak
twierdzi inwestor, że dla realizacji kontraktu Porr utworzy konsorcjum z którąś
z lokalnych firm budowlanych.

Projekt architektoniczny Starego Browaru przygotowało poznańskie Studio ADS
(które stworzyło m.in. nowy Port Lotniczy na Ławicy i nowoczesne hale
Międzynarodowych Targów Poznańskich).

Wynajmem powierzchni, które powstaną w Browarze, zajmuje się Cushman &
Wakefield Healey & Baker. W pierwszym etapie inwestycji powstanie w części
handlowo-biurowej 90 lokali, na które, jak twierdzi agent Starego Browaru, są
już chętni. Stawki na wynajem 1 mkw. wynoszą 30-40 dol. miesięcznie.

Grażyna Błaszczak




Temat: Szukam Kredytu 110 % wartosci inwestycji
MultiBank najlepiej zaspokaja wszystkie potrzeby finansowe ludzi,
którzy oczekują produktów i usług finansowych dostosowanych do
indywidualnych preferencji i całkowitego przekonania, że nabywając
je podejmują racjonalną decyzję z punktu widzenia maksymalizacji
korzyści finansowych i wygody.

Kilka słów o osobie odpowiedzialnej za wnioski kredytowe

Witam serdecznie
Jestem pracownikiem MultiBanku i moją specjalizacją są kredyty
hipoteczne, konsolidacyjne, pożyczki hipoteczne, oraz refinansowanie
dotychczasowych kredytów. Oferta kredytowa naszego Banku spełni
oczekiwania najbardziej wymagających Klientów zarówno pod względem
ceny jak i jakości oferowanych produktów. Oferuję swoją pomoc w
zakresie udzielenia i wyboru kredytu z pośród bogatej oferty, jaką
dysponuje MultiBank. Przygotowuję wnioski kredytowe i uczestniczę w
późniejszej analizie dokumentów kredytowych. Odległość do moich
Klientów nie ma dla mnie znaczenia, jestem w pełni dyspozycyjnym
Doradcą, mogący spotkać się w dogodnym dla Państwa miejscu i czasie.
Osobiście zajmę się wszelkimi formalnościami leżącymi zwykle po
stronie Klienta. Moje wieloletnie doświadczenie w bankowości,
zapewni Państwu, profesjonalną obsługę i doradztwo podczas całego
procesu kredytowania. Począwszy od złożenia wniosku do momentu
udzielenia przez Bank kredytu. Proponowane rozwiązania umożliwią
szybkie przyznawanie kredytów przy minimalnym zaangażowaniu czasowym
Klientów. Z mojej strony gwarantuje solidną opiekę nad Państwa
sprawą kredytową oraz szczególną dbałość o wizerunek Państwa
interesów finansowych. Moje kompetencje pozwalają mi na śmiałe
stwierdzenie, iż moja pomoc przyniesie korzyści dla wszystkich stron
biorących udział w transakcji.

OFERTA KREDYTOWA MULTIBANKU

Kredyt mieszkaniowy przeznaczony na:
• zakup, budowę, remont, rozbudowę, adaptację nieruchomości
mieszkalnej
• refinansowanie nakładów poniesionych na powyższe cele
• refinansowanie kredytu mieszkaniowego w innym banku
• konsolidację zobowiązań kredytowych w innych bankach
(połączenie wszystkich zobowiązań kredytowych klienta)
• nieokreślony cel konsumpcyjny
• nabycie, remont, modernizację, nieruchomości niemieszkalnej
( lokalu użytkowego) przeznaczonej pod wynajem lub dzierżawę;
refinansowanie tych nakładów; refinansowanie kredytu w innym banku
• kredyt refinansowy 24 h gwarancją obniżenia dotychczasowego
oprocentowania
• Kredyty mogą być udzielane w wybranej przez klienta walucie:
PLN, CHF, USD, EUR, GBP.

WARUNKI KREDYTU MIESZKANIOWEGO

• 0,00 PLN za rozpatrzenie wniosku;
• 0,00 PLN za przyznanie kredytu;
• 0,00 PLN za przewalutowanie;
• 0,00 PLN za wcześniejszą spłatę;
• 0,00 PLN za wcześniejszą nadpłatę
• 0,00 PLN za konto osobiste z rachunkiem oszczędnościowym
• 0,00 PLN za kartę kredytową
• 45 lat okres kredytowania
• Kredyt do 110% wartości nieruchomości
(możliwość podwyższenia kwoty kredytu o środki
finansowe
potrzebne na wykończenie lub remont nieruchomości)
• Akceptujemy wszystkie źródła dochodów:
- umowy o pracę, zlecenie, o dzieło
- działalność gospodarcza (księgi, ryczałt, karta
podatkowa)
• WWJ, tzn. możliwość uzyskania kredytu mieszkaniowego w
postaci lini kredytowej,
w której spłata kapitału następuje co dwa lata w wysokości
proporcjonalnej
do okresu kredytowania,
np. 100 000zł na 10 lat – co dwa lata spłata
kapitału w wysokości 20 000zł
• Dowolna ilość i wielkość nadpłat bez prowizji
• Nie wymagamy ubezpieczenia na życie
• Bilansowanie zadłużenia zgromadzonymi oszczędnościami
(Klient nie płaci odsetek od części kredytu,
która jest równa środkom pieniężnym posiadanym na
koncie)
• W ramach kredytu darmowy ROR
• Pozostałe kredyty (np. gotówkowy, samochodowy,
odnawialny) przyznawane
bez prowizji bankowej i oprocentowane na poziomie zbliżonym
do kredytu hipotecznego
• Minimalne wymagania w kwestii potrzebnych dokumentów
kredytowych
(pracownik banku pozyskuje właściwe dokumenty
bezpośrednio od Inwestora Zastępczego nie angażując
przy tym Klientów
• Nowoczesny, kompleksowy dostęp do rachunku Internet,
Telefon-multilinia , WAP, SMS
• wszystkie operacje na koncie są rejestrowane on-line,
• Indywidualna opieka Doradcy kredytowego

W przypadku zainteresowania proszę o kontakt:

Jacek Kuliński
Specjalista d/s Kredytów Hipotecznych
w MultiBanku

Warszawa 02-958, ul. Wiertnicza 166
Mobile. 0 880 892 164
tel. 022 453 30 49
fax. 022 593 90 51
e-mail: jacek.kulinski@multibank.pl
e-mail: jacek.kulinski@poczta.onet.pl




Temat: pierwsze koty za płoty - wyrok w sprawie podwyzki
pierwsze koty za płoty - wyrok w sprawie podwyzki
WARSZAWA
SĄD

Czynsz za wysoki

Pierwszy w stolicy proces w sprawie podwyżki czynszu w prywatnej kamienicy
wygrali lokatorzy. Sąd uznał, że podwyżka była "nieuzasadnienie wysoka"

Państwo Głowaccy chcą mieszkanie wynająć ale nie na 2-3 lata. - Jesteśmy
starzy, potrzebna nam odrobina stabilizacji - mówią
(c) ANDRZEJ WIKTOR
Państwo Głowaccy z kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 53 na razie
odetchnęli z ulgą. Wyrok sądu oznacza, że wracają do stawki czynszowej 9,86
zł za mkw. miesięcznie (właściciel od stycznia żądał 60 zł za m kw.) i nie
mają już ponad30-tysięcznego długu - taki narósł, bo lokatorzy cały czas
płacili stawkę sprzed podwyżki.

Przypomnijmy. Państwo Głowaccy zajmują od 1981 r. stumetrowe mieszkanie w
domu przy Krakowskim Przedmieściu. W 2002 r. budynek wrócił do właścicieli, a
po kilku miesiącach został sprzedany braciom Likusom. Nowy właściciel
początkowo podniósł czynsz do 3 proc. tzw. wartości odtworzeniowej (wówczas
9,86 zł za mkw.), a od stycznia 2005 r. do 60 złza mkw. - Prosiliśmy
administratora o obniżenie czynszu lub przynajmniej uzasadnienie takiej jego
wysokości, ale nas zlekceważono, nikt nam na pisma nie odpowiedział - mówi
Terasa Głowacka. -Występowaliśmy do biura lokalowego w mieście z prośbą o
przydział jakiegoś lokalu zamiennego, ale bezskutecznie.

Lokatorzy wnieśli sprawę do sądu. Podczas rozprawy adwokat reprezentujący
właścicieli przekonywał, że na stawkę czynszu składają się koszty
administrowania, eksploatacji i ogromne potrzeby remontowe budynku, a także
godziwy zysk, do którego każdy właściciel ma prawo.

Mecenas lokatorów ripostował, że pojęcie zysku godziwego jest względne, a
dodatkowo taka podwyżka jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego. -
Tenczynsz jest horrendalnie wysoki. To raczej wyzysk niż zysk - twierdziła
mecenas Bożena Olszewska.

Sąd ostatecznie uznał skargę lokatorów. Przedstawiciel właścicieli
zapowiedział apelację.

- Spokój moich klientów jest, niestety, tylko chwilowy - twierdzi mecenas
Olszewska. - Nawet jeśli wygramy apelację, właściciel i tak zapewne wystąpi z
podwyżką czynszu, bo ma do tego prawo. Jeśli ta podwyżka przekroczy o 10
proc. trzyprocentową wartość odtworzeniową, właściciel musi ją teraz
uzasadnić na piśmie. Jeśli lokator nie zgodzi się z uzasadnieniem, może
zwrócić się do sądu. Ten może nawet ustalić wysokość czynszu.

Państwo Głowaccy chętnie wyprowadziliby się z domu przy Krakowskim
Przedmieściu. Są w stanie płacić 15-17 zł za m kw. miesięcznie.

- Ale nie mamy gdzie - mówi pani Teresa. - Komunalne nam nie przysługuje, bo
mamy zbyt wysokie dochody. Czynszówki nie dostaniemy, ponieważ nie mamy
komunalnego do oddania. W TBS mieszkania też dla nas nie ma, bo przecież
jedno już mamy. A na wolnym rynku proponują nam wynajem na 2 - 3 lata.

MONIKA GÓRECKA-CZURYŁŁO



Strona 3 z 4 • Wyszukiwarka znalazła 153 wyników • 1, 2, 3, 4